1.1.18

31. "Wojowniczka"

31. "Wojowniczka"

Rozpoczęliśmy nowy rok. Będzie to dla wielu okazja do zmian w swoim życiu. Bo nowy rok to zawsze najpopularniejsza okazja, żeby coś w swoim życiu zmienić. Samo ustalenie postanowień jest najłatwiejszym etapem. Natomiast kiedy przychodzi czas ich realizacji często pojawia się problem i to chyba zna każdy z nas. Zawsze pojawiają się jakieś przeszkody, oczywiście niezależne od nas – przynajmniej tak to często usprawiedliwiamy. W rzeczywistości jednak to sami sobie jesteśmy winni i nasza motywacja lub raczej jej brak. O motywacji i zmianach w nowym roku  pisałem jakiś czas temu i  zachęcam do przypomnienia sobie treści tych postów


AKCJA MOTYWACJAklik!
Kilka słów o tym, czym ona jest oraz co zrobić by w procesie realizacji celu jej nie stracić.

NOWY ROK = LEPSZY ROKklik!
Tu natomiast możecie znaleźć sprawdzone i skuteczne sposoby na to, by nowy rok był rzeczywiście lepszy od poprzedniego.

Dzisiaj natomiast chciałbym przedstawić książkę – autobiografię oraz jej autorkę. Bo często kiedy brakuje nam motywacji i/lub szukamy inspiracji to sięgamy po różnego rodzaju książki – od konkretnych poradników motywacyjnych  po biografie osób, które osiągnęły sukces. Najlepiej kiedy czytamy o kimś podobnym do nas, zwykłym człowieku, który dzięki ciężkiej pracy osiągnął ten sukces. To przywraca nam wiarę, którą możemy tracić po kolejnej porażce w naszej realizacji celu.

Taką osobą, podobną do każdego z nas jest Joanna Jędrzejczyk. Zawodniczka mma, do niedawna mistrzyni, obecnie już znana i popularna. Ale tych sukcesów i popularności nie zdobyła z dniem urodzenia. Na wszystko to zapracowała sama – wolą walki, samozaparciem, niezłomnością. Urodziła się i wychowała w zwykłej rodzinie, jakich wiele. Nie miała w rodzinie nikogo znanego, wpływowego, kto mógł jej coś załatwić, coś ułatwić. Nie było w jej życiu jednego przełomowego momentu kiedy ktoś ją dostrzegł, wypromował i nagle stała się gwiazdą. Sukcesy odnosiła już wcześniej, niemałe. Porażki też się zdarzały. Ale ani porażki jej nie zdemotywowały ani wcześniejsze sukcesy nie sprawiły, że spoczęła na laurach. W ten sposób dostała szansę debiutu w UFC, jako pierwsza polska zawodniczka w tej organizacji. Wykorzystała ją. Jakiś czas później była już mistrzynią UFC w wadze słomkowej. Wielokrotnie broniąc pasa udowodniła, że zasługuje na ten tytuł. W ostatniej  walce niestety przegrała i utraciła tytuł mistrzyni. To pokazuje, że porażki naprawdę zdarzają się nawet najlepszym, nawet osobom, które do tej pory tylko wygrywają. Bo porażka jest wpisana w nasze życie i nigdy nie jesteśmy w stanie się przed nią uchronić. Jednak Joanna nie poddaje się i tym razem, chce odzyskać mistrzostwo. Bo jest wojowniczką. A o sukces trzeba powalczyć

I taki właśnie tytuł ma książka o jej drodze do sukcesu.

„Wojowniczka” jest przykładem przedstawienia drogi do sukcesu bez górnolotnych słów, bez patosu. To autobiografia pisana w sposób przystępny i przyjemny. Możemy odnaleźć w niej dawkę motywacji potrzebnej nie tylko w sporcie. Każdy z nas ma inne cele, inne wartości i marzenia. Ale do realizacji każdego z nich potrzebne są te same środki – cechy, postawy, nastawienie. To ważne zwłaszcza teraz, kiedy ustalamy postanowienia noworoczne, mniejsze i większe cele na ten rok i nie chcemy, żeby na samym planowaniu się skończyło. Rzeczy niemożliwe istnieją. Ale żeby dowiedzieć się czy coś jest możliwe czy niemożliwe do zrobienia najpierw trzeba dać z siebie wszystko i sprawdzić to. Może okazać się, że coś było niemożliwe tylko z założenia.  

Jeżeli potrzebujesz motywacji, szukasz inspiracji, chcesz aby ten rok był rzeczywiście rokiem zmian w Twoim życiu lub po prostu lubisz ciekawe książki to „Wojowniczka” jest obowiązkową pozycja do przeczytania dla Ciebie.



18.11.17

30. Syndrom sztokholmski

30. Syndrom sztokholmski


Kiedy zostajemy skrzywdzeni rodzą się w nas negatywne emocje względem krzywdziciela - złość, żal, nienawiść. Im krzywda większa tym silniejsze i poważniejsze emocje w nas powstają. Jest to stan naturalny i wręcz potrzebny. Z czasem warto postarać się przepracować te emocje ale początkowo występuje one automatycznie. Ciężko nawet pomyśleć by obdarzyć oprawcę sympatią i pozytywnymi emocjami. Wydaje się to nielogiczne, może wręcz nawet niemożliwe. A jednak jest to możliwe!

W sierpniu 1973 roku podczas napadu na Kreditbanken w Sztokholmie napastnicy uwięzili grupę ludzi i przetrzymywali przez kilka dni. Po tych kilku dniach policji udało się zatrzymać sprawców napadu i uwolnić przetrzymywanych. Wówczas mogło się wydawać,że zeznania zakładników będą już tylko formalnością. To przecież logiczne,że będą chcieli pomóc w ukaraniu swoich oprawców. Jednak tak się nie stało, bo owi zakładnicy mimo wyrządzonej krzywdy bronili swoich oprawców i odmawiali składania zeznań. Współpracujący w tej sprawie psycholog i kryminolog Nils Bejerot określił ten pozornie nielogiczny stan psychiczny mianem syndromu sztokholmskiego i pojęcie to funkcjonuje w psychologii do dziś.

Syndrom sztokholmski to najprościej mówiąc pozytywny stosunek ofiary względem oprawcy, odczuwanie względem niego sympatii, zrozumienia czy solidarności. Wiąże się głównie z sytuacjami skrajnymi, których (na szczęście) doświadcza niewielka ilość osób – różnego rodzaju porwania i zniewolenia, tak jak podczas wcześniej wspomnianego napadu w Sztokholmie i wzięciu zakładników. Występowanie syndromu sztokholmskiego możemy również zaobserwować u członków różnego rodzaju sekt (TUTAJ), być może pojawiał się on również u więźniów w obozach pracy podczas II wojny światowej (tylko wówczas jeszcze nienazwany).

Aby mówić o wystąpieniu syndromu sztokholmskiego muszą zostać spełnione cztery warunki :

  • POCZUCIE  ZAGROŻENIA – ofiara czuje, że zagrożone są najważniejsze jej wartości jak życie i zdrowie , wie, że oprawca jest zdolny do wyrządzenia poważnej krzywdy, że to od niego zależy jak będzie wyglądał los oprawcy.

  • BRAK MOŻLIWOŚCI UCIECZKI – realny brak tej możliwości lub subiektywne odczucie ofiary, że takiej możliwości brakuje.
  • IZOLACJA – Przez brak możliwości ucieczki czy uczucie jej braku ofiara staje się bezsilna i osamotniona w walce o wolność.
  • PRZEJAWY DOBROCI - ze strony oprawcy – nie muszą to być wielkie rzeczy, wystarczy choćby sam fakt darowania życia czy nieużycia przemocy. W oczach ofiary to przejawy dużej dobroci ze strony oprawcy, dzięki czemu na skutek dysonansu poznawczego może dostrzec w nim przyjaciela.


Biorąc pod uwagę te cztery warunki możemy dojść do wniosku, że występowanie elementów syndromu sztokholmskiego może pojawić się także w sytuacjach bardziej codziennych. Mobbing, toksyczny związek, przemoc w rodzinie to właśnie te częściej spotykane sytuacje, gdzie ofiara niekoniecznie czuje, że jej życie jest zagrożone. Ale nie widzi możliwości ucieczki, czuje się osamotniona w swojej sytuacji i mocno docenia drobne gesty krzywdziciela. Przez co zamiast starać się zmienić swoją sytuację godzi się na nią i trwa w niej. Często krytykuje się (głównie) kobiety będące w toksycznym związku, że zamiast uciekać od partnera pozostają one w związku i liczą na zmianę, dają kolejne szanse. Uważa się to za przejaw głupoty czy wręcz odpowiedzialności w przypadku, gdzie przez tą relację cierpią i dzieci. Ale to nie jest głupota wynikająca z własnego wyboru. Te osoby nie godzą się na krzywdę bo taki ich wybór, one się na to godzą bo nie widzą innej opcji.

Ciężko jest zmienić myślenie i ogólny stan psychiczny ofiary w takich sytuacjach. Ale nawet w przypadku sytuacji skrajnych, gdzie występuje pełen syndrom sztokholmski ta zmiana jest możliwa. To proces trudny i czasochłonny, wymagający pomocy specjalisty, wsparcia bliskich osób. Polega głównie na oddzieleniu emocjonalnym od oprawcy, na zerwaniu tej relacji, na odzyskaniu prawidłowej oceny rzeczywistości, na odzyskaniu poczucia wolności i niezależności. Tym procesem zajmie się specjalista, ale żeby ofiara mogła do niego trafić pole do popisu mają jej bliscy – rodzina, przyjaciele. Często to od ich postawy zależą dalsze losy osoby skrzywdzonej. Warto wspierać (zarówno przed terapią jak i w trakcie),ale należy pamiętać, że wsparcie i pomoc nie mogą polegać na narzucaniu czegoś czy tym bardziej krytyce i obwinianiu.

Wiedziałeś/aś już wcześniej czym jest syndrom sztokholmski?

Znasz może osobę, która doświadczyła go lub jego elementów?




27.10.17

29. Sztuka przebaczania

29. Sztuka przebaczania


13 maja 1981 roku na placu św. Piotra w Rzymie stało się coś, o czym nikt wcześniej nawet by nie pomyślał. Otóż podczas audiencji generalnej Ali Agca próbował dokonać zamachu na papieża Jana Pawła II. Jego celem było zabicie papieża, co potem sam przyznał. Nie udało mu się to. Jednak postrzał w brzuch i rękę pozostawił ślad na papieskim zdrowiu do końca życia. Poważna krzywda. Z punktu widzenia większości z nas ciężka do wybaczenia. Może nawet ktoś uważa, że niemożliwe by było wybaczenie. Bo jak wybaczyć komuś kto dokonał trwałego uszkodzenia naszego zdrowia i przyznaje, że zrealizował nie w pełni swój cel? Jak się okazuje nawet w takim przypadku wybaczenie było możliwe. Niedługo po zamachu Jan Paweł II za pośrednictwem Radia Watykańskiego powiedział : "Modlę się za brata, który zadał mi cios, i szczerze mu przebaczam".

Podałem jako przykład to wydarzenie, bo ono pokazuje jak wiele można przebaczyć. Przykład dość skrajny. W naszym życiu często doświadczamy mniej poważnych krzywd a jednak niejednokrotnie mamy problem z wybaczaniem. W dużym stopniu wynika to z niezrozumienia na czym to przebaczenie powinno polegać. Często przebaczenie kojarzone jest z zapomnieniem. Wówczas ciężko mówić o takim "przebaczeniu", bo nie da się przecież wymazać z pamięci danej krzywdy. W ten sposób człowiek rezygnuje z procesu przebaczenia, bo nie jest w stanie tego dokonać. Kolejna trudność polega na połączeniu przebaczenia z automatycznym usprawiedliwieniem krzywdy, umniejszeniu jej. No skoro wybaczam to znaczy, że nie było aż tak źle i żyjmy dalej. Przebaczenie nie jest też korzyścią tylko dla krzywdziciela.

Czym więc jest przebaczenie? Czy raczej - czym powinno być?

Przebaczenie jest dobrowolną i świadomą decyzją o rezygnacji z negatywnych emocji względem oprawcy,decyzją o zmianie postawy wobec niego. Nie oznacza ono zapomnienia. Przebaczam ale nadal pamiętam o krzywdzie. Tylko próbuję inaczej na nią patrzeć, bez silnych, negatywnych emocji. Mam prawo na początku je odczuwać, ale podejmując decyzję o przebaczeniu chcę zrobić kolejny krok i postarać się spojrzeć na sprawę inaczej, nie pielęgnować w sobie nienawiści, chęci zemsty i żalu. Przebaczenie nie oznacza darowania kary czy poniesienie konsekwencji przez sprawcę. Człowiek napadnięty i pobity może wybaczyć napastnikowi ale także może złożyć obciążające zeznania i oczekiwać ukarania za ten czyn. Zdradzana żona może wybaczyć mężowi ale mimo wszystko może chcieć rozwodu. Przebaczać warto przede wszystkim dla samych siebie. Bo to głównie dla osoby skrzywdzonej wybaczenie jest ważne i potrzebne.

Utrzymywanie negatywnych emocji wynikających z braku przebaczenia powoduje ich rozwijanie i swego rodzaju wewnętrzne zniewolenie człowieka. Działa to niekorzystnie nie tylko na stan psychiczny ale i na zdrowie fizyczne - np. podwyższone ciśnienie, choroby układu krążenia czy osłabienie układu odpornościowego. Im większa krzywda zostaje wybaczona tym większą ulgę możemy odczuć, odzyskujemy dzięki temu wewnętrzną wolność.

Przebaczenie jest procesem,który zachodzi w człowieku z czasem. Nie można żadnego z etapów przyspieszać, każdy należy cierpliwie przejść. Tylko wówczas proces ten może przebiegać naturalnie i w pełni. Pierwszym i podstawowym etapem jest przyznanie, że zostaliśmy skrzywdzeni oraz pozwolenie sobie na przeżycie negatywnych emocji. Unikanie ich z czasem prawdopodobnie przyniesie odwrotny skutek i one wrócą, ze zwiększoną siłą. Zamiast przyspieszenia w efekcie proces tylko się przedłuży. Kolejnym krokiem, jaki warto zrobić, jest zastanowienie się, co daną osobą kierowało w momencie wyrządzenia nam krzywdy. Często zrozumienie tego powodu, motywacji pomaga w przebaczeniu. Zwłaszcza kiedy pozwolimy sobie przeżyć negatywne emocje, kiedy z perspektywy czasu potrafimy spojrzeć na dany czyn z odrobiną dystansu, nie pod wpływem silnych i świeżych emocji.

Po tych dwóch etapach decyzja o przebaczeniu może zacząć wydawać się możliwa do podjęcia i ona będzie trzecim i ostatnim krokiem. Warto pamiętać,że jeśli mimo wszelkich starań nie uda nam się przebaczyć a krzywda mimo upływu czasu ciągle sprawia ból, warto skorzystać z pomocy specjalisty, psychologa. Być może uraz jest na tyle poważny,że nie damy rady przepracować go sami i potrzebna będzie profesjonalna pomoc kogoś z zewnątrz.

A Ty umiesz przebaczać?

1.10.17

28. Krzywdząca agresja.

28. Krzywdząca agresja.


Krzywda niewątpliwie jest  czymś negatywnym, czego nie chcemy doświadczać w swoim życiu.  Chcąc stworzyć taką ogólną, uniwersalną definicję krzywdy możemy stwierdzić, że jest to negatywne działanie oraz skutki tego działania wpływające na stan fizyczny i/lub psychiczny osoby poszkodowanej, zadanie bólu. Takim działaniem może być na przykład pobicie w przypadku krzywdy fizycznej lub poniżanie czy pomawiania w przypadku krzywdy psychicznej. W większości przypadków krzywda jest działaniem celowym. Choć nie możemy pominąć przypadków,gdzie zadane cierpienie nie było celowe i zamierzone. Głównie dotyczy ono sfery psychicznej, emocji , gdzie powstanie krzywdy określa się na podstawie subiektywnych odczuć. Nieodwzajemniona miłość jest tego dobrym przykładem. Człowiek odrzucony czuje się skrzywdzony przez obiekt westchnień, który (często) nie chciał celowo go krzywdzić.

Tym, co popycha do krzywdzenia innych jest agresja. Pojęcie trudne do zdefiniowania,co potwierdzają różnice w definicjach podawane przez poszczególne nurty psychologii. Skupmy się jednak na określeniu agresji wg. psychologii społecznej. Mówi nam ona, że agresja to zachowanie, mające na celu spowodowanie szkody (krzywdy) fizycznej lub psychicznej. Agresja kojarzy nam się głównie z atakowaniem kogoś. I rzeczywiście jest to jeden z jej rodzajów - agresja wroga. Ale agresja niejedno ma imię. Pojawia się ona nie tylko w formie ataku ale także obrony, kiedy człowiek broni swojego dobra i jest to agresja prospołeczna. Kolejne rodzaje agresji to: odroczona, która nie ma niby związku z obecna sytuacją a jej skutki odczuwane są dopiero później, indukowana - w przypadku, gdy wywołana jest przez psychomanipulację. Agresja to nie tylko konkretny czyn,który ma zadać fizyczny ból, to także straszenie np. tym bólem (zastraszanie,szantaż) i wówczas jest to agresja instrumentalna. Te wszystkie rodzaje agresji łączy jedno - są skierowane w kierunku drugiego człowieka. Ale jest jeszcze jeden rodzaj, zupełnie inny, bo skierowany we własnym kierunku, polegający na krzywdzeniu samego siebie i jest to autoagresja.

Każdy z nas ma w sobie skłonność do agresji a tym samym każdy z nas jest zdolny do skrzywdzenia drugiego człowieka. Jest tu ktoś taki, komu nigdy nie zdarzyło się kogoś skrzywdzić? Raczej nie ma. Nad agresją można w niektórych sytuacjach zapanować w innych już niekoniecznie. Nie zawsze chcemy i nie zawsze potrafimy nad nią zapanować. Dużo łatwiej jest to zrobić, kiedy sytuacja nie jest nagła i zaskakująca, kiedy nie ma w niej celowego działania. Prawdą jest przecież, że agresja rodzi agresję.

Agresja może być odpowiedzią na niezaspokojenie, zlekceważenie potrzeb takich jak szacunek, uznanie czy akceptacja (więcej o potrzebach - TUTAJ). Niezaspokojone potrzeby natomiast wzbudzają frustracje, która poprzedza i wywołuje agresję. Frustracja (i idąca za nią agresja) pojawia się także w przypadku, gdy stawiamy sobie jakiś cel i pojawia się przeszkoda,która uniemożliwia nam jego realizację. Niekiedy człowiek przez agresję chce osiągnąć swój cel,wymusić coś przy pomocy zachowań instrumentalnych. Agresja powstaje w człowieku również przez zachowania naśladowcze, czyli zaobserwowanie jej u innych (często w najbliższym otoczeniu) a następnie wykorzystywaniu tych zachowań przez siebie.

Skrzywdziłeś/aś kogoś?
Zostałaś/eś skrzywdzony?

8.9.17

27. Jak być szczęśliwym? [ 12 porad ]

27. Jak być szczęśliwym? [ 12 porad ]

Szczęście jest umiejętnością i można się go nauczyć, wyćwiczyć. Nie jest zarezerwowane tylko dla wybranych. To nie szczególne dobro, które przynieść nam może los ale odpowiednie nastawienie do tego,co przynosi. Nie na wszystko mamy wpływ, wiele sytuacji w życiu może nas zaskoczyć. Ale warto wykorzystywać to,co od nas zależy. Oto kilka podstawowych czynników,które (w dużej mierze) zależą od nas i na które mamy wpływ, a od których zależy nasze szczęście :

  • POZYTYWNE NASTAWIENIE - często powtarzamy sobie jakie to życie jest ciężkie, bo coś nam się udało, bo mamy ciągle pod górkę, bo ktoś ma lepiej. Ale czy to stwierdzenie ma magiczną moc i nagle osiągniemy swój cel?! Czy pesymizm w jakikolwiek sposób nam pomoże? Nie. Ale zaszkodzić może,jak najbardziej. Poczujemy się zdemotywowani, sfrustrowani i nie chętni do dalszego działania. Warto spojrzeć na wszelkie niepowodzenia przez pryzmat słów H. Forda - " Porażka jest po prostu okazją, by spróbować ponownie, tym razem bardziej przemyślanie". Łatwo się tylko tak mówi? Jasne, zawsze jest ciężej wprowadzić teorię w życie. Jednak jest to możliwe! Ale tylko jeśli będziemy stopniowo próbowali. Od razu na pewno się nie uda.

  • PRZESZŁOŚĆ - rozpamiętywanie tego, co było sprawia,że nie jesteśmy w stanie iść dalej. Blokuje nasze teraźniejsze działania i uniemożliwia budowanie przyszłości. Z przeszłości możemy wyciągnąć wnioski, czegoś się nauczyć ale nic więcej. Nie możemy przecież cofnąć się w czasie i wpłynąć na to,co było. Natomiast na to,co będzie możemy mieć wpływ. Nasza teraźniejszość buduje przyszłość. Ale to budowanie będzie przebiegało sprawnie tylko wtedy, gdy zamkniemy za sobą przeszłość.

  • WIĘZI - naturą człowieka nie jest życie w samotności, potrzebujemy drugiego człowieka. Zwłaszcza takiego, z którym łączy nas głębsza więź np. rodzina,przyjaciele. Kogoś kto szczerze będzie się cieszył razem z nami ze zwycięstw i wspierał po porażce. Kogoś, dla kogo nasza obecność jest ważna i kto dzięki swojej obecności nadaje naszemu życiu kolorów. To nie muszą być relacje bez nieporozumień, bez kłótni. Ważne aby zauważać wartość tych relacji i przez tą wartość dbać o nie i pielęgnować. Czerpać z nich siłę. Nie pozwolić aby przez zaniedbanie rozpadły się.

  • POZYTYWNI LUDZIE - obcowanie z ludźmi to nie tylko głębokie więzi i poważne relacje, to także bardziej powierzchowne znajomości. Jednak i one mają wpływ na nasze szczęście. Obracając się w gronie ludzi negatywnie nastawionych, ciągle marudzących i niezadowolonych również i nam udziela się ich aura. Dlatego warto wybierać ludzi uśmiechniętych, którzy zarażają tym uśmiechem, którzy dzielą się pozytywną energią. Natomiast tych ciągłych pesymistów trzymać w miarę możliwości jak najdalej od siebie.

  • SPORT - wysiłek wyzwala endorfiny - źródło szczęścia, którego działanie porównywane jest do działania opium. Dodatkowo daje nam możliwość przebywanie z drugim człowiekiem, zdrowej rywalizacji i wzmacnianie zdrowia fizycznego - np. serca czy układu oddechowego. Redukuje negatywne emocje takie jak stres czy lęk.

  • DIETA - jedzenie jest podstawową,fizjologiczną potrzebą człowieka. Człowiek głodny nie będzie więc szczęśliwy. Ale oprócz tego,żeby jeść ważne jest co jemy. Odpowiednia dieta może mieć pozytywny wpływ na naszą psychikę. Aminokwasy określane są mianem naturalnych antydepresantów, ryby i tłuszcze roślinne wspomagają prawidłowy sen natomiast magnez wspomaga funkcjonowanie pamięci.

  • HOBBY - jak robi się coś,co się lubi to będzie to sprawiało radość. Również dzięki rozwijaniu swoich zainteresowań człowiek czuje się spełniony, dokonuje samorealizacji, która jest jedną z potrzeb wg. piramidy Maslowa.

  • ODPOCZYNEK - jeśli nie mamy jakiegoś szczególnego hobby,które byłoby formą odpoczynku lub nie potrafimy znaleźć na nie czasu (co na dłuższą metę nie jest dobre) to warto chociaż pamiętać o podstawowym odpoczynku w formie snu. Dzięki niemu będziemy czuli się wypoczęci i pełni sił. Ale nie tylko w nocy potrzebujemy odpoczynku, również w czasie dnia warto pozwolić sobie na chwilę odpoczynku, posiedzieć przy herbacie, pooglądać tv czy uciąć krótką drzemkę.

  • PLANOWANIE - dobrze jest być człowiekiem zorganizowanym,ale nie warto stawiać wszystkiego na jedną kartę czy raczej na jeden plan. Nierzadko coś nam te plany może pokrzyżować. Nie mając alternatywy w takiej sytuacji jedyne co nam zostanie to zagubienie i frustracja. Jeśli chcemy planować to nie zapominajmy w tym procesie o alternatywach, o awaryjnym planie i to nawet nie jednym. Poza tym warto czasami pozwolić sobie na spontaniczne działanie.

  • EMOCJE - negatywne emocje,które często trzymamy w sobie jakby na siłę niszczą nas. Gniew, nienawiść, zazdrość itd. One nie niszczą naszego obiektu,względem którego odczuwamy je. One niszczą nas i dlatego warto się ich pozbywać, nie trzymać ich w sobie jak największej wartości. Zastąpmy je miłością,życzliwością czy wyrozumiałością. I my będziemy pełni pozytywnej energii i inni otrzymają od nas dobro,które prędzej czy później przecież wraca.

  • SAMOAKCEPTACJA - żeby się akceptować to przede wszystkim trzeba tego chcieć. Bo dzięki chęciom możemy zmieniać nasze nastawienie, nasz schemat myślenia i postrzegania - a to krok ku akceptacji i polubienia siebie. Człowiek, która nie dostrzega swojej wartości, który nie lubi siebie to człowiek nieszczęśliwy.

  • WDZIĘCZNOŚĆ - zauważanie i docenienia dobra jakie nas spotyka każdego dnia, zwłaszcza małe gesty, bo to ich doświadczamy najczęściej. To doskonała okazja do nauki radości! Uśmiech kogoś,kto nas minął na ulicy - oznaka sympatii,nieme życzenie miłego dnia, dlaczego nie przyjąć go do serca i nie odwzajemnić? Ulubiona piosenka w radio, słoneczna pogoda, pomyślnie napisany sprawdzian w szkole czy zrealizowany projekt przed czasem w pracy - to niby tak niewiele a jednak wiele. Bo te małe rzeczy to cząsteczki szczęścia. Same w sobie mają malutką moc, ale im więcej ich zbierzemy tym nasze szczęście będzie większe!

A Ty jaki masz swój sposób na szczęście?

21.8.17

26. Szczęście - stan czy umiejętność?

26. Szczęście - stan czy umiejętność?


Każdy chce być szczęśliwy. Nie ma chyba ani jednej osoby, która w pełni świadomie pragnie być nieszczęśliwa. Oczywiście każdy ma swoją definicję szczęścia, dla każdego co innego ono oznacza, tym samym i dążenie do szczęścia wygląda inaczej. O ile w ogóle dążymy do niego. Bo często może wydawać się, że to taki specjalny dar czy przywilej dany tylko wybranym. Jeden nie robi nic a ma "wszystko" i mówimy - " o, ten to ma szczęście". Inny człowiek stara się i nie ma niby nic. Bo jak można być szczęśliwym nie mając nic? Nie mając pieniędzy, nie mając miłości, nie robiąc czegoś,co się lubi. No można, nawet w takiej skrajnej sytuacji. Podobnie jak można to wszystko mieć i nie czuć się szczęśliwym.

Jak być szczęśliwym? Wiele osób zadaje sobie to pytanie. Moim zdaniem to pytanie tak naprawdę do niczego konkretnego nie prowadzi. Bo ile ludzi tyle przepisów na to szczęście. Najlepiej zadziała tylko ten stworzony specjalnie dla nas i przez nas. Warto zadać inne pytanie, sobie - czym dla mnie jest szczęście? Albo zastanowić się ogólnie czy szczęście jest stanem czy umiejętnością? Człowiek szczęśliwy kojarzy się zazwyczaj z takim człowiekiem,któremu niczego nie brakuje, który przeżywa tylko miłe chwile, którego życie jest pełne przyjemności. Wydaje się więc,że to te przyjemności tworzą szczęście,że jest ono stanem. Jednak przyjemność może trwać tylko chwilę. Nasz mózg jest tak zbudowany,że przyzwyczaja się do danego bodźca (w tym przypadku wywołującego przyjemność). Neuroprzekaźniki uodparniają się. Jest na początku wielkie wow, ale powoli przestajemy odczuwać skrajne uczucia. I jeśli przyjmiemy,że szczęście to tylko te skrajne uczucia to automatycznie odbierzemy sobie szansę na szczęście. Bo życie każdego z nas składa się i z dobrych chwil i tych złych - porażek,zawodów,nieszczęść. Mówią, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ale one są i tu jest tego przykład. Te miłe sytuacje, przyjemności, powodzenia mogą być czynnikami budującymi szczęście,ale nie samym w sobie szczęściem.

Szczęście to umiejętność. To nie coś intensywnego i chwilowego. Ono ma być stonowane lecz długotrwałe. Najprościej mówiąc to umiejętność dostrzegania i doceniania, odpowiedniego przeżywania rzeczywistości. Bez tej umiejętności można mieć dobra materialne i niematerialne,wszystkie wspaniałości i być nieszczęśliwym. Jeśli potraktujemy szczęście jako umiejętność to od chwili zdobycia pozostaje ono w nas. Bez względu na to czy spotykają nas dobre czy złe chwile. Bo te pierwsze potrafimy wówczas dostrzec,docenić i celebrować. Natomiast drugie nie są w stanie nas całkowicie zniszczyć. Umiejętność szczęścia pomaga szybciej i sprawniej podnieść się po porażce i znaleźć kolejny powód do radości, zamiast tkwić w smutku. Szczęście jak każdą inną umiejętność można (i trzeba) rozwijać, gdyż nieużywana zaniknie.

Każdy może być szczęśliwy. Serio. Bo każdy z nas rodzi się szczęśliwy. To nie tak,że losowo co piąte czy dziesiąte dziecko rodzi się i dostaje prezent w postaci szczęścia a reszta musi sobie albo zapracować w życiu na nie albo nigdy go nie dostanie. Każde dziecko ( o ile jest zdrowe i nie jest krzywdzone) jest szczęśliwe. A że każdy z nas był dzieckiem to (prawie) każdy dostał to szczęście. Ale w dużej mierze to od nas zależy co dalej z tym zrobimy. Bo przecież szczęściu trzeba pomagać, trzeba je pielęgnować. I jak wcześniej wspomniałem - trzeba go używać, inaczej zaniknie. Ale nawet jeśli z jakiegoś powodu nie udało nam się tego szczęścia ukształtować to nie oznacza to,że nie możemy być szczęśliwi. Tak jak innych umiejętności można się nauczyć tak i szczęścia się można nauczyć. Bo skoro nie jest tylko tym stanem, który spada z nieba dla wybrańców to można włożyć pewien trud i zdobyć je.

Na czym ten trud konkretnie polega oraz jak można nauczyć się szczęścia - w następnym poście.

Uważasz,że szczęście to stan czy umiejętność?
 

Czujesz się szczęśliwa/szczęśliwy?

26.7.17

25. Marketing polityczny

25. Marketing polityczny


Najkrótsza (i przy okazji najbardziej zrozumiała) definicja marketingu brzmi -„zaspokajać potrzeby, osiągając zysk”. W praktyce często niekoniecznie zysk osiągnięty jest przez zaspokojeni „zaspokajać potrzeby, osiągając zysk”. W praktyce często niekoniecznie zysk osiągnięty jest przez zaspokojenie potrzeby. Bo można przecież podjąć działania,które tylko sprawią wrażenie,że ta potrzeba została zaspokojona. Albo wmówić potrzebę, przekonać,że czegoś się potrzebuje i wtedy osiągnąć zysk zaspokajając tą wyimaginowaną potrzebę. Tak działają między innymi sklepy, o których miałem okazję napisać w grudniu na przykładzie świątecznych zakupów ( więcej TUTAJ). W przypadku handlu działania marketingowe, mniejsze lub większe manipulacje, wydają się oczywiste. Dana marka chce sprzedać nam konkretne produkty, żeby zarobić. Więc stosując różne techniki pokazują nam,że ich produkty są wyjątkowe, że właśnie tego potrzebujemy. Jednakże zysk to nie tylko pieniądze (przynajmniej nie bezpośrednio).

Władza jest fajną rzeczą. Na przykład taka władza w państwie, jaką zdobywają politycy. Można dzięki niej realizować swoje pomysły, zdobywać prestiż, zarabiać duże pieniądze, naprawdę duże pieniądze,które ustawiają człowieka nawet na długie lata po tym, jak już jego władza się skończy. Niejeden z nas chciałby tą władzę mieć. W państwie demokratycznym społeczeństwo wybiera swoich przedstawicieli,którym tą władzę powierza. Czyli oprócz chęci trzeba mieć jeszcze poparcie. Co takie łatwe nie jest,bo chętnych do władzy nie brakuje i jest spora konkurencja. Trzeba się jakoś wyróżnić,coś zaoferować tym wyborcom,żeby oddali swój głos. Takie działania, mające na celu przekonać elektorat,że dana osoba/partia jest jedyną właściwą opcją i że dzięki temu wyborowi nasze życie się zmieni określane są mianem marketingu politycznego. 

Marketing polityczny został niegdyś określony jako sprzedaż ludziom nadziei. Nadzieja jest dobrym "towarem", gdyż nigdy się ona nie kończy, nawet jeśli jej poziom się zmniejsza to jest w stanie odrodzić się przy odpowiednim działaniu. W tym przypadku takim działaniem są obietnice wyborcze. Partia starająca się o władzę zawsze ma wyjątkowy pomysł na zarządzanie,dzięki któremu społeczeństwu będzie lepiej. A jak już dostaną tą władzę to okazuje się,że jednak lepiej nie jest, czasami wręcz gorzej. Wyborcy narzekają, żałują swojego wyboru itd. Ale za jakiś czas trzeba wybrać nowych rządzących i kolejna ekipa ma swój, nowy i najlepszy pomysł. W niektórych ludziach ta nadzieja się właśnie odradza i odradzać się może w nieskończoność. Inni już niby nie wierzą nikomu, ale kogoś wybrać przecież trzeba więc wybierają "mniejsze zło". No ale,żeby je wybrać to też trzeba jakieś pozytywy dostrzec, więc coś jednak z tej nadziei zostaje. Przykładem wyjątkowo dobrze wykorzystanego marketingu politycznego są partie, z których elektorat nie jest zadowolony, a które wygrywają kolejne pod rząd wybory.

Najważniejszymi składnikami marketingu politycznego są budowanie wizerunku i program wyborczy. Pojawiają się one najczęściej i najintensywniej podczas kampanii wyborczej. Budowanie wizerunku danego kandydata to fundamentalny krok i już na tym etapie zaczynają się najczęściej próby manipulacji. Jeżeli wizerunek będzie korzystnie stworzony to następne kroki będą łatwiejsze, bo przecież łatwiej będzie uwierzyć w obietnice człowieka, który wydaje się nam szczery i godny zaufania. Warto podkreślić - WYDAJE się, bo w większości nikt z wyborców nie ma możliwości poznać osobiście kandydata, porozmawiać z nim w cztery oczy. Znamy tego człowieka tylko z wystąpień publicznych, spotów w telewizji czy plakatów. W tego typu środkach przekazu bez problemu można użyć technik manipulacyjnych, mających wywołać u nas odpowiednie emocje. Na przykład ukazywanie silnych emocji podczas przemówień dla przeciętnego odbiorcy będzie jednoznaczne z otwartością i szczerością czy pewnością swoich racji przemawiającego. W większości przypadków to element wyćwiczony i celowo użyty. Odpowiednie słowa, mimika twarzy,ton głosu, otoczenie  przemawiającego- może wydawać się nam to banalne ale techniki te działają od dziesiątek lat i przypuszczam,że będą działały jeszcze przez kolejne.

Kiedy zostanie zbudowany wizerunek czas na obietnice czyli program wyborczy. Obiecać  trzeba coś,czego ludzie potrzebują / pragną najbardziej,zwłaszcza w danym momencie. Nawet wiedząc,że realnie jest to praktycznie nie do wykonania. Przykładowo - wprowadzenie kary śmierci. Mało realne. Ale brzmi bardzo poważnie, może wręcz budzi kontrowersje, sugeruje,że kandydat jest człowiekiem sprawiedliwym, odważnym,działa radykalnie, nie boi się trudnych wyborów, że może on coś zmienić. Takie hasła trafiają zazwyczaj na początek programu, który w całej okazałości ma być długi. Taki prosty zabieg, żeby pokazać jak wiele ta osoba / grupa ludzi planuje zmienić. W praktyce większość z nas czyta tylko początek, więc dalej już może być napisane cokolwiek. Brak konkretnych obietnic w takim programie to też nie przypadek - obniżenie podatków (których i o ile?), reforma służby zdrowia (co konkretnie będzie reformowane?) itd. Jeżeli mało będzie konkretów to i ciężej będzie udowodnić niewywiązanie się z obietnic.

Oczywiście stosowanie technik manipulacji związanych z marketingiem politycznym nie jest zarezerwowane tylko na czas kampanii, kiedy trzeba zdobyć poparcie. To działa także w czasie rządów, żeby to poparcie utrzymać, ewentualnie może zdobyć nowe na zapas. Przykładem takich działań jest często spotykane wychwalanie swoich pomysłów jako jedynie słusznych, nawet jeśli to tylko zwykłe działania a nie szczególne osiągnięcia. Dodatkowo ukrywanie własnych błędów i przewinień poprzez wyszukiwanie i wyolbrzymianie błędów opozycji.

Po skończonej kampanii wyborczej najczęściej zauważamy, że po raz kolejny obietnice nie zostały i pewnie  nie zostaną spełnione. Ale niemało jest i takich, którzy mimo faktów wciąż nie wycofują swojego poparcia. Nie każdy chce zadawać sobie trud w postaci własnego myślenia. Łatwiej pozwolić sobą pokierować przez osobę/y,które przez swój wizerunek zdobyły nasze zaufanie i wręcz często utwierdzają nas w słuszności postanowienia. To kolejny przykład manipulacji - celowe przedstawianie danego zagadnienia przy pomocy trudnych słów i podkreślanie,że jego zrozumienie wymaga wiedzy fachowej, zarezerwowane jest dla profesjonalistów. Wiedzy,której brakuje temu przeciętnemu człowiekowi, a którą posiadają wybrani przez niego przedstawiciele i dlatego to im warto powierzyć kreowanie własnych myśli. Ale kiedy człowiek pozwala kierować swoim myśleniem i ślepo wierzy w słowa sterującego nim to jest to najlepszy i najowocniejszy efekt manipulacji. Bez wątpienia proces ten można porównać do werbowania przez sekty (więcej TUTAJ). Bo w jednym i drugim przypadku prowadzi on do skrajności,fanatyzmu, pozbycia się wpozbycia się własnego myślenia i płasnego myśleniai pozwolenia na sterowanie sobą, na skutek czego traci się najważniejszą potrzebę w postaci wolności (więcej TUTAJ).