15.2.19

42. Hejt

42. Hejt


Hejt, czyli szerzenie nienawiści w internecie, podejmowanie działań mających na celu poniżenie jednej, konkretnej osoby lub grupy osób. Zjawisko to znane jest każdemu użytkownikowi internetu. W najlepszym przypadku znane tylko teoretycznie, bo dużo się o nim mówi, edukuje o szkodliwości hejtu i formach walki z nim. Jednak niestety wiele osób miało okazję poznać hejt również od strony praktycznej. Według danych przedstawionych przez Uniwersytet SWPS co czwarty użytkownik padł ofiarą hejtu. Zapytałem niedawno o to również u siebie na stronie i grupie wsparcia. Z ankiet wyszło, że ponad 60% osób choć raz w swoim życiu doświadczyło hejtu.

Z tego wynika, że jest to zjawisko częste i tak naprawdę każdy z nas może być jego ofiarą. Nie jest ono jednak czymś zupełnie nowym. Nawet w naszym środowisku napotkać się można na osoby, które odczuwają satysfakcję z poniżania innych. Obecnie takie osoby mają nowe narzędzie do realizacji swojego celu. Jest nim internet, który daje (złudne) poczucie anonimowości i bezkarności. O wiele łatwiej jest obrazić czy wyśmiać kogoś siedząc przed komputerem, niż powiedzieć mu to prosto w oczy.

Przyczyn hejtu jest wiele. Jedną z nich są emocje, które opisałem w poprzednim poście - zazdrość i zawiść. Najczęściej nienawiść z tego powodu zauważalna jest na profilach osób znanych - aktorów, piosenkarzy, ale także blogerów. Oprócz zazdrości i zawiści, czynnikiem generującym są uprzedzenia różnego rodzaju - na tle narodowościowym, religijnym czy orientacji seksualnej. W tym przypadku atakowana jest grupa ludzi, oprócz komentarzy wykorzystywane są także obrazki, memy, mające na celu ośmieszenie i poniżenie danej grupy. Warto również pamiętać, że hejter często poniża, ponieważ sam był/jest poniżany i w ten sposób odreagowuje zgromadzone w nim emocje.

Hejt nie może być tłumaczony jako wolność słowa, mylony z krytyką czy nazywany niewinną zabawą. Bo jest on po prostu narzędziem do krzywdzenia ludzi. W przypadku pojedynczego komentarza może sprawić komuś jedynie krótkotrwałą przykrość, co i tak jest złe i niepotrzebne. Ale bywa tak, że dana osoba jest regularnie hejtowana, przez co stopniowo traci poczucie własnej wartości, żyje w stresie, ma problemy ze snem, wpada depresję. W najgorszym przypadku próbuje popełnić samobójstwo i niejednokrotnie jej się to udaje. Ten najskrajniejszy scenariusz najlepiej pokazuje jak wielką krzywdę można komuś wyrządzić nie widząc tej osoby, będąc fizycznie nawet setki kilometrów od niej.

Jednak moralne poczucie winy i wyrzuty sumienia to nie jedyne konsekwencje, jakie hejter może ponieść za swe działania. Nawoływanie do nienawiści i dyskryminacji czy zniesławienie są czynami, za które grozi odpowiedzialność karna. Jeśli ktoś wierzy, że internet daje mu pełną anonimowość i może czuć się bezkarnie to jest w dużym błędzie.

Mimo wszelkich starań hejtu nie da się całkowicie wyeliminować. Jest i będzie się zdarzał. Warto jednak znać jego przyczyny i mieć świadomość, że nie ma on żadnej wartości. Jego głównym celem jest poniżenie, nie krytyka oparta na faktach. Dlatego nie warto usprawiedliwiać się, tłumaczyć itd. Najlepiej po prostu zignorować negatywne komentarze, choć nie zawsze jest to takie łatwe. Jeśli sami nie możemy danej treści usunąć, warto wówczas skorzystać z opcji zgłoszenia jej do administracji danego portalu. Natomiast w przypadku, kiedy nie dajemy sobie rady z wywołanymi przez hejt negatywnymi emocjami warto podzielić się nimi z bliską osobą, skorzystać z możliwego wsparcia.

A Wy jak radzicie sobie z hejtem?
Albo może komuś zdarzyło hejtować?


9.1.19

41. Zazdrość i zawiść

41. Zazdrość i zawiść


Jakiś czas temu popularność zyskały obrazki przedstawiające nosacza sundajskiego z dodatkiem różnych tekstów. Nosacz ten ma symbolizować typowego Polaka, nazywanego Januszem i do obrazków dopisywane są teksty, które taki typowy Janusz wypowiada. Ten rodzaj memów zyskał sympatię dużej ilości osób. Dlaczego tak się stało? A no dlatego,że taki typowy nosacz Janusz to nie jest postać kompletnie fikcyjna. Chyba każdy z nas zna takiego osobnika. A może i sami mamy coś z  nosacza. Dlatego właśnie jest on dla nas tak bliski i prawdziwy.
Ale spokojnie, to nie będzie post o memach i nosaczach. To tylko luźny wstęp do dwóch emocji, które często pojawiają się w życiu wspomnianego Janusza,a tym samym i w życiu nas samych - zazdrość i zawiść. Jeśli nawet emocje te nie dotyczą bezpośrednio nas samych to z całą pewnością  mamy przecież wokół siebie takich osobników, którzy to swoją zazdrością i/lub zawiścią szkodzą innym. Dlatego warto przyjrzeć się im bliżej, zobaczyć jak wiele złego mogą uczynić i zastanowić się jak możemy je kontrolować.

Zazdrość to nic innego jak odczuwanie dyskomfortu z powodu posiadania czegoś,czego pragniemy,przez inną osobę i towarzyszą jej np. frustracja,złość,smutek. Kiedy ta zazdrość jest chwilowa, kiedy nawet sobie człowiek pod nosem pogada to tak naprawdę nic złego się nie dzieje. A i coś dobrego może wyjść. Np. zazdrość może podziałać jako bodziec do działania, może zmotywować w jakiejś kwestii do swego rodzaju rywalizacji i dzięki temu można jakiś cel osiągnąć. Ale ważna jest ta proporcja. Jeśli zazdrość trwa chwilę, jeśli pobudza do rywalizacji w pojedynczej sprawie to okej. Problem zaczyna się, kiedy człowiek nie kontroluje zazdrości i/lub nie potrafi ewentualnie w jakiś dobry sposób jej wykorzystać. Kiedy staja się ona wręcz chorobliwa i zatruwa mu życie. Dodatkowo zazdrość kumuluje się i przeradza w inne uczucie,dużo poważniejsze i dużo bardziej niebezpieczne.

Zawiść. To już nie tylko sama frustracja wynikająca z faktu,że ktoś ma coś,czego my nie mamy, a co mieć byśmy chcieli. Do zazdrości dochodzi wrogie nastawienie względem osoby,która to ma. Zawiść wzbudza agresję i może prowadzić nawet do przemocy. W przypadku zazdrości wszystko odbywa się na płaszczyźnie myśli i własnych emocji. Jeśli szkodzi w nadmiarze to tylko osobie,która ją odczuwa. Natomiast w przypadku zawiści szkodę może ponieść nie tylko osoba odczuwająca ją ale i ta,względem której jest odczuwana.

Zarówno zazdrość jak i zawiść może odczuć każdy z nas. Tylko jedni odczuwają częściej i mocniej inni rzadziej i słabiej. Skłonność do zazdrości i zawiści powstaje przede wszystkim z doświadczeń z okresu dzieciństwa i dorastania. Jeśli wówczas miały miejsce jakieś nieprawidłowości to efektem tego w późniejszym życiu może być skłonność do odczuwania wcześniej wspomnianych emocji z większą siłą i częstotliwością występowania. Te nieprawidłowości pojawiają się przede wszystkim na trzech płaszczyznach :

  • RODZINA - poczucie braku akceptacji i wsparcia ze strony rodziców, nadmierna krytyka, faworyzowanie rodzeństwa przez rodziców, niezdrowa rywalizacja z rodzeństwem, kiepska sytuacja materialna.
  • RÓWIEŚNICY i otoczenie - wykluczenie z jakiegoś powodu np. odmienności, kłopoty z nauką, problemy z nawiązywaniem kontaktów.
  • SAMOAKCEPTACJA - niska samoocena i poczucie bycia gorszym spowodowane nieprawidłowościami na wcześniejszych dwóch płaszczyznach. Człowiek,który od najmłodszych lat zamiast wsparcia i zrozumienia otrzymuje krytykę i odrzucenie nie zauważa swojej wartości. 
Zazdrość nie musi być czymś groźnym i nie musi mieć negatywnych skutków. Ale tylko wtedy, gdy jest kontrolowana. Jeśli zbagatelizujemy ją i stracimy nad nią kontrolę przerodzi się w zawiść, która będzie zatruwała i życie nasze i może szkodzić życiu osób,względem których jest kierowana. Warto pamiętać,że zawiść ma negatywny wpływ nie tylko na nasze codzienne życie,relacje z ludźmi  i ogólny rozwój ale także może prowadzić do poważnych chorób i zaburzeń psychicznych jak np. depresja czy nerwica.

Na koniec kilka wskazówek jak można walczyć z uczuciem zazdrości.


  1. POZNAĆ PRZYCZYNĘ - najczęściej zazdrościmy tego,czego nam brakuje. Warto jasno sobie określić co to jest. Czy to jest jakaś rzecz materialna, czy może wysokie stanowisko, czy jakaś cecha charakteru itp. A następnie zastanowić się dlaczego tak bardzo tego pragniemy?
  2. PRZEMYŚLEĆ CZY NAPRAWDĘ TEGO POTRZEBUJE - dotyczy to rzeczy materialnych. Widzimy nowy gadżet zakupiony przez sąsiada i pojawia się zazdrość. A może tak naprawdę ja tego nie potrzebuję? Może to tylko chwilowy kaprys? 
  3. USTALIĆ PLAN DZIAŁANIA - zamiast pogrążać się w uczuciu zazdrości może lepiej skupić się na tym, co możemy zrobić by osiągnąć pożądaną rzecz. 
  4. NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO - zawsze znajdzie się ktoś bogatszy, ktoś mądrzejszy,ktoś ładniejszy. Rzeczy niemożliwe są. Warto mieć tego świadomość,pogodzić się z tym i nie skupiać się na siłę na czymś, na co nie mamy wpływu. 
  5. DOCENIĆ TO, CO POSIADAMY - ale są też osoby biedniejsze od nas, mniej mądre czy biedniejsze. Warto zauważać i doceniać to, co mamy. Skupić się na tym i pielęgnować to, jeśli chodzi o sprawy niematerialne.

Czy często odczuwasz zazdrość/zawiść?
Czy próbujesz z nimi walczyć?
Jeśli TAK- w jaki sposób? Jeśli NIE - dlaczego?


6.12.18

40. Novelty seeking

40. Novelty seeking


Człowiek, który każdego dnia wykonuje praktycznie te same czynności, którego plan każdego dnia wygląda od dłuższego czasu bardzo podobnie, nagle przestaje czerpać radość ze swojego życia. Uświadamia on sobie, że to życie go nudzi. Popadł w rutynę.

Nuda i rutyna mało komu kojarzy się z czymś przyjemnym. Zwłaszcza jeśli pojawia się w nadmiarze. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest przełamanie rutyny, wprowadzenie do życia czegoś nowego, czy zrobić wręcz coś szalonego. Rzeczywiście, takie rozwiązanie może przynieść planowany efekt. Dzięki temu można poczuć, "że żyje", a nie jest się jedynie robotem, powtarzającym identyczne czynności. Mimo wszystko, ważne są PROPORCJE.
Rutyna może dawać nam poczucie ustabilizowanego życia i swego rodzaju bezpieczeństwa. Jeśli jednak będzie jej za dużo, to zamiast stabilizacji pojawi się nuda.
Działa to również w drugą stronę. Nowości wprowadzone w odpowiedniej proporcji - nasze życie staje się ciekawsze i przyjemniejsze. Jednakże, szukając przyjemności płynącej z nowości łatwo wpaść w pułapkę swego rodzaju uzależnienia od nich. Nie od dziś wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro nawet jedzenie w nadmiarze może zaszkodzić, to tym bardziej skrajne poszukiwanie nowości.

Novelty seeking, czyli tendencja do poszukiwania nowych doznań, często ryzykownych i  czerpania z nich przyjemności. Wcześniej wspomniałem o uzależnieniu od nowości. Uzależnić możemy się tak naprawdę od wszystkiego. I uzależnienie jest (w większości przypadków) stanem nabytym. Natomiast w przypadku novelty seeking podejrzewa się, że jest to cecha wrodzona. W związku z nią mózg danej osoby funkcjonuje w specyficzny sposób.

Dopamina -  neuroprzekaźnik odpowiadający za odczuwanie przyjemności, powstaje w mózgu każdego z nas. U niektórych, w mniejszej ilości, u niektórych większej. W przypadku novelty seeking, dana osoba potrzebuje wytworzenia większej ilości dopaminy, niż przeciętny człowiek, aby uruchomiły się w nim "wewnętrzne hamulce".

Wg. psychiatry i genetyka Roberta Cloningera u osób poszukujących nowych wrażeń występuje mutacja w genie D4DR, który znajduje się w jedenastym chromosomie. Tak, wiem, to niekoniecznie zabrzmiało (dla przeciętnego czytelnika) interesująco, jednakże warto wspomnieć o tym genie, ponieważ odpowiada on za zwiększoną siłę z jaką komórka nerwowa działa w połączeniu z dopaminą.

Nie mamy możliwości sprawdzić sobie ot tak ile potrzebujemy dopaminy, czy sprawdzić jak wyglądają nasze geny.

Jak więc sprawdzić, czy jesteśmy lub możemy być novelty seekerem? 

Z pomocą przychodzi nam opracowana przez profesora Marvina Zuckermana grupa cech charakteryzujących novelty seekera. Ich występowanie w osobowości danego człowieka daje duże prawdopodobieństwo, że jest on poszukiwaczem nowości.


    • CIĄGŁE POSZUKIWANIE PRZYGÓD I GROZY - skłonność do podejmowania       ryzykownych zachowań, swego rodzaju wyzwań.
    • POSZUKIWANIE PRZEŻYĆ - pragnienie przeżywania spontanicznych przeżyć, otwartość na nowe doświadczenia.
    • ROZHAMOWANIE - tendencja do zachowań nieakceptowanych społecznie - upijanie, przygodny seks, hazard.
    • WYSOKA PODATNOŚĆ NA ZNUDZENIE - skłonność do szybkiej utraty zainteresowania;  szybkie znudzenie oraz z drugiej strony ciągła ucieczka przed rutyną.
Chęć walki z nudą, pragnienie nowości i głód doświadczeń same w sobie nie są oczywiście niczym złym. Odrobina ryzyka dodaje kolorów naszemu życiu. Ważne są proporcje, których brakuje novelty seekerowi. Przyjemność płynąca z odkrywania nowości jest dobra, kiedy jest skutkiem wyboru. Problem pojawia się, kiedy jest ona efektem zniewolenia. Ryzyko bez zdrowego rozsądku jest szkodliwe - zagraża życiu i zdrowiu. Poszukiwanie nowości urozmaica życie, jeśli dotyczy rzeczy małych, a tylko czasami tych poważniejszych. Jeśli człowiek dokonuje ciągłych zmian w ważnych aspektach życia - traci możliwość stabilizacji, która na dłuższą metę jest niezbędna.

9.11.18

39. Zespół Münchhausena

39. Zespół Münchhausena


Nadeszła jesień. Pora roku,którą jedni lubią bardziej, inni mniej. Bez względu na sympatię czy jej brak jesień kojarzy nam się z okresem szczególnego ryzyka zachorowania. Deszcz,niska temperatura i w ten oto sposób łatwo o przeziębienie. Dlatego próbujemy się przed tym ochronić - dbamy o cieplejszy ubiór, łykamy profilaktycznie witaminy itd. Bo nikt przecież nie chce na własne życzenie zachorować. Choroba wiąże się z gorszym samopoczuciem, wizytą u lekarza,lekami. Nic przyjemnego. Na pewno częściej zdarza się,że bagatelizujemy objawy, trochę udajemy sami przed sobą,że nic się nie dzieje niż prowokujemy chorobę czy udajemy objawy,żeby częściej odwiedzać lekarza, wykonywać więcej badań niż rzeczywiście potrzeba. Większość ludzi za wszelką cenę unika pobytów w szpitalu, nieprzyjemnych badań czy wręcz operacji i innych zabiegów. To jest ostateczność i decydujemy się na to,kiedy jest konieczne. Normalna i oczywista rzecz. Jednakże istnieje zaburzenie, które powoduje,że człowiek chce chorować, że to chorowanie daje mu pewnego rodzaju satysfakcję.

Zespół Munchhausena - zaburzenie polegające na chęci wejście w rolę chorego. A co za tym idzie, przyjęcie wszystkiego tego,czego zazwyczaj staramy się uniknąć - leczenie, hospitalizacji, zabiegów operacyjnych. Osoby z zespołem Munchhausena mają dużą wiedzę medyczną,czytają literaturę fachową, wiedzą jakie objawy występują przy danej chorobie. Dlatego aby osiągnąć swój cel osoba z owym zaburzeniem wywołuje u siebie dane objawy, próbuje fałszować wynik badania, leczenie farmakologiczne uważa za nieskuteczne. Dzięki temu udaje im się osiągnąć pobyt w szpitalu czy nawet operację,która nie byłaby konieczna. Dzieje się tak,dlatego,że w dużej większości jeśli człowiek mówi lekarzowi,że coś go boli, to tak jest naprawdę. Lekarz stara się temu zaradzić,bo wierzy w zgłaszane objawy, nie ma możliwości jednoznacznie sprawdzić czy dany ból jest prawdziwy i raczej też żaden lekarz za wszelką cenę,nie próbuje udowadniać,że tego bólu nie ma. Zmyślone objawy same w sobie mogą być jedynie symulacją, ludzie robią to i bez zaburzenia w celu osiągnięcia określonego celu jak np. uzyskanie zwolnienie czy odszkodowania. Różnica jest taka,że przy symulacji,dana osoba udaje objaw,którego nie ma. Natomiast osoby z zespołem Munchhausena. potrafią te objawy wywołać,  - połknąć ostry przedmiot,żeby wywołać niedrożność jelit i zapewnić sobie operację, uszkodzić sobie skórę, wywołać krwawienie itp. 

Każdy jednak decyduje o sobie, jeśli ktoś pod wpływem zaburzenia sam sobie robi krzywdę to można rzecz - pół biedy. Gorzej sprawa wygląda, kiedy dana osoba pod wpływem zaburzenia wyrządza krzywdę komuś innemu. A tak dzieje się w przypadku zespołu Munchhausena przeniesionego. Motyw często wykorzystywany w serialach, głównie o tematyce medycznej. Do szpitala trafia matka z (zazwyczaj) małym dzieckiem, opowiada o poważnych objawach, dziecko zostaje poddane mniej lub bardziej poważnym czynnościom medycznym. Wyniki badań wychodzą prawidłowe, jednak matka nie cieszy się z tego, jest wręcz zawiedziona. Niedługo po tym stan dziecka się pogarsza i okazuje się,że matka świadomie podała dziecku specyfik,który mu rzeczywiście zaszkodził i wywołał objawy choroby. I rzeczywiście tak to mniej więcej wygląda. Bo osoby z zespołem Muchhausena zastępczym to w dużej większości matki, rzadziej ojcowie. Dziecko im mniejsze tym lepsze - mniejsza szansa na wykrycie nieprawdziwych objawów przy wywiadzie. 

W jednym i drugim przypadku zespołu Munchhausena celem jest osiągnięcie zwrócenia na siebie uwagi, współczucia czy uznania. Trudno jest podać jednoznaczną przyczynę syndromu. Do tej pory podejrzewa się,że ma on związek z niezaspokojonymi potrzebami w przeszłości, tendencjami do masochizmu czy obsesji oraz psychopatią. 

Jeszcze trudniej jest zdiagnozować owy syndrom czy tym bardziej pomóc osobie cierpiącej na niego. O ile przy podejrzeniu zespołu Munchhausena zastępczego można podjąć kroki prawne w związku z narażaniem dziecka na niebezpieczeństwo o tyle w podstawowej formie niewiele można zrobić. Terapię można przeprowadzić generalnie tych wtedy,gdy ktoś sam uświadomi sobie problem płynący z zaburzenia i uda się po pomoc. Tak jednak rzadko się dzieje. Jeśli lekarze podejrzewają,że objawy nie są prawdziwe i/lub odmawiają wykonania pożądanych czynności medycznych to taki pacjent po prostu zmienia lekarza, często w dużej odległości od poprzedniego i sprawa zaczyna się od początku.

Słyszeliście już wcześniej o zespole Munchhausena?
A może ktoś miał okazję poznać osobę z tym zaburzeniem?

29.9.18

38. Klaps to (też!) PRZEMOC.

38. Klaps to (też!) PRZEMOC.


Jednym z ważnych praw człowieka jest nietykalność cielesna. Dzięki temu nikt nie może nas uderzyć. A jeśli to zrobi to narusza naszą nietykalność i może ponieść konsekwencje prawne. Chyba dla każdego z nas wydaje się to oczywiste i nie trzeba tego specjalnie tłumaczyć. Jednak kwestia nietykalność cielesnej nie jest tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Bo wszyscy wiemy,że nie można w żaden sposób uderzyć drugiego człowieka, że nikt nie ma prawa uderzyć nas. Ale ta oczywistość jest tylko w przypadku ludzi dorosłych. Inaczej to już wygląda w przypadku dzieci. Uderzenie człowieka dorosłego jest naruszeniem jego nietykalności natomiast uderzenie dziecka może być formą wychowania. O ile jakieś cięższe pobicie z użyciem narzędzia typu pasek czy kabel traci poparcie o tyle taki "niewinny" klaps nadal ma wielu swoich zwolenników. W Polsce jest to mniej więcej ponad 50%. Ludzie uważają i twierdzą,że klaps to nie bicie. Ale tylko w przypadku dzieci to nie jest bicie. Bo dorosłemu człowiekowi przecież takiego klapsa nie można dać.

Można upierać się przy swoim i zaprzeczać faktom, szukać usprawiedliwień. Ale to nie zmienia tych faktów. KLAPS JEST BICIEM. I ma negatywny wpływ na rozwój dziecka. Tak uważa współczesna pedagogika i psychologia i to potwierdzają badania z ich zakresu. Tak też uważa prawo,które zakazuje jakiejkolwiek formy kar fizycznych wobec dzieci,również klapsów (od 2010 roku to prawo obowiązuje w Polsce.

Zwolennicy klapsów przede wszystkim uważają,że kiedyś stosowało się takie metody wychowawcze i dzieci powyrastały na dobrych ludzi, czego nawet oni sami są niekiedy przykładem. Tylko czy wszystko co było kiedyś było dobre? Świat się rozwija, rozwijają się ludzie i nauka. Z perspektywy czasu coś,co kiedyś wydawało się dobre obecnie okazuje się błędne. W wielu dziedzinach życia możemy zauważyć tego przykłady. Jeśli chodzi o przyzwolenie na przemoc to kiedyś była ono większe. Nie tylko względem dzieci. Bo kiedyś w hierarchii rodzinnej (a może i ogólnie,społecznej) najważniejszy był mężczyzna. On uznawany był za "pana i władcę". Niżej stała kobieta,uważana za gorszą. W ten sposób mężczyzna mógł bić kobietę,kiedy uznał,że jest ku temu powód, kiedy zrobiła coś źle. Czy to też było dobre? Oczywiście,że NIE! Z czasem to się zmieniło, obecnie przemoc wobec kobiet jest bardzo potępiana i na różne sposoby walczy się z tym zjawiskiem. Wracając do wspomnianej hierarchii najniżej znajdowało się w niej dziecko. Przez długie lata uznawano,że może być ono bite przez rodziców. Jednak z czasem udowodniono,że ani to nie jest skuteczne ani tym bardziej dobre. I w przypadku dzieci też na przestrzeni lat uznano ich prawa. Jednak nie do końca,bo pozostały te wspomniane klapsy, czyli jakaś forma uderzenia.

Niektórzy twierdzą,że klaps jest wręcz wyrazem miłości,ostateczną formą nauki czegoś. Ale to nieprawda. Uderzenie w jakiejkolwiek formie nie ma nic wspólnego z miłością i dobrem. To tylko usprawiedliwienie bezsilności i słabości rodzica. Klaps nie uczy niczego innego oprócz strachu. Uderzone dziecko nie zrobi czegoś,bo się będzie bało a nie dlatego,że nauczy się,że to jest złe,nieodpowiednie itd. Nauka zasad i wartości oparta na strachu jest bezsensowna. A jeśli ktoś uważa,że jest inaczej,to czemu tego "cudownego" schematu nie stosujemy wśród dorosłych. Dlaczego szef nie może uderzyć pracownika za źle wykonaną pracę? Nie mocno,tak tylko,żeby pracownik poczuł,że zrobił źle. Wówczas jest to naruszenie nietykalności cielesnej,jest złe. Ale nawet pomijając już kwestię bicia. Skoro strach tak "dobrze" uczy i motywuje to dlaczego wykorzystywany przez przełożonego w pracy jest uznawany za mobbing? Podaje przykłady z miejsca pracy,bo działa tam podobny schemat. Rodzic ma pewną władzę nad dzieckiem i może ją wykorzystać albo dobrze albo źle. Jeśli wykorzysta nieodpowiednio to może je skrzywdzić. W świecie dorosłych jakiś rodzaj władzy ma przełożony nad pracownikiem. Ale ta władza ma granice i nie może ona naruszać praw danego pracownika jako człowieka. No właśnie CZŁOWIEKA. A jest nim i dorosły i dziecko. Jeśli uznajemy,że nie można dorosłego uderzyć w żaden sposób to i dzieci również powinno to dotyczyć.

Piszę ten tekst,żeby tylko (lub aż)  zachęcić do przemyślenia sprawy. Bo jeśli ktoś się uprze i na siłę będzie chciał pozostać przy swoim to żadne argumenty do niego nie trafią,bez względu na to jak długi byłby mój tekst i jak wiele informacji bym w nim zawarł. Jeśli jednak ktoś zechce zainteresować się tym tematem z innej strony niż do tej pory to ten tekst wystarczy. Taka osoba bez problemu znajdzie w internecie wartościowe informacje - opinie specjalistów, wyniki badań. Dowie się,że nawet te "niewinne" klapsy mają negatywny wpływ na rozwój dziecka i budowanie relacji między nim a rodzicem, że wpływają na samoocenę,że nawet klaps uczy stosowania przemocy i ten schemat może być przez dziecko powielany.

19.8.18

37. Komunikacja interpersonalna

37. Komunikacja interpersonalna


Człowiek aby żyć zgodnie ze swoją naturą powinien przebywać wśród innych ludzi. Samotność jest w dużej większości przypadków stanem nieprzyjemnym i sprawia cierpienie (więcej o samotności - KLIK!). Jedną z największych wad samotności jest to,że "nie ma do kogo otworzyć ust". A każdy potrzebuje tego,żeby wyrażać swoje potrzeby,oczekiwania, dzielić się swoimi radościami i smutkami. Więc aby nie być samotnym należy tworzyć relacje z innymi ludźmi. Do tego potrzebna jest nam komunikacja, czyli wymiana informacji między minimum dwoma osobami - nadawcą i odbiorcą. Nadawca nadaje komunikat w celu przekazania informacji odbiorcy, którego zadaniem jest odebrać ten komunikat. Tak działa skuteczna komunikacja i choć może wydaje się to oczywiste,że tak powinno to działać to jednak warto zaznaczyć,że niestety nie zawsze tak jest i to często prowadzi do nieporozumień, których efektem są rozpady relacji - np. związku. Ludzie często rozstają się, ponieważ "nie potrafili się dogadać". To właśnie nieskuteczna komunikacja jest tego przyczyną.

Komunikacja interpersonalna dzieli się na dwa rodzaje. Pierwszym z nich jest komunikacja werbalna, czyli ten rodzaj, który najbardziej kojarzy się nam ze słowem "komunikacja". Zwłaszcza komunikacja ustna - czyli po prostu rozmowa,przemówienie; przekazanie informacji drugiemu człowiekowi/innym ludziom przy pomocy słowa. Drugim typem komunikacji werbalnej jest komunikacja pisemna - czyli listy,notatki oraz w przypadku współczesnych czasów ich odpowiedniki online - e-mail, sms, wiadomość na komunikatorze. Również post,który właśnie czytasz może być przykładem tego typu komunikacji.

Drugim rodzajem komunikacji interpersonalnej jest komunikacja niewerbalna, czyli przekazanie komunikatu nie przy pomocy słów ale "mowy ciała". Komunikacja niewerbalna uzupełnia i wzbogaca werbalną. W odwrotną stronę myślę,że nie mogłoby to działać. Bo gdyby tak coś pokazywać i ewentualnie wplatać słowa to prędzej była by to gra w kalambury niż efektywna komunikacja. Jednym z elementów komunikacji niewerbalnej jest nasza mimika - ruchy mięśni twarzy i oczu,dzięki którym możemy wyrazić emocje takie jak np. szczęście,smutek, strach czy gniew. Oprócz użycia twarzy i oczu możemy również przekazać komunikaty przy pomocy gestów i ruchów ( pantomimika). Czego przykładem jest gestykulowanie podczas rozmowy, zaciskanie dłoni w pięść czy ruchy głową uzupełniające nasze TAK lub NIE. Kolejnym elementem komunikacji niewerbalnej jest intonacja głosu - można mówić spokojnie lub nerwowo , głośno lub cicho,w zależności od sytuacji i rodzaju przekazywanego komunikatu. Duże znaczenie w komunikacji niewerbalnej ma również kontakt wzrokowy i odległość od rozmówcy. Im bliższą więź czujemy z rozmówcą tym odległość od niego będzie mniejsza. Natomiast jeśli kogoś nie lubimy lub boimy się tej osoby to automatycznie będziemy starali się zachowywać jak największy dystans.

Tak mniej więcej wygląda kwestia komunikacji od strony teoretycznej, w wersji trochę skróconej, żeby każdy mógł dowiedzieć się najistotniejszych informacji.

Na koniec jeszcze kilka informacji bardziej praktycznych, trzy podstawowe rady - co robić,żeby nasza komunikacja była udana :


  1. JASNY KOMUNIKAT - Zarówno komunikacja werbalna jak i niewerbalna są ważne. Ale warto używać przede wszystkim tej werbalnej, niewerbalna może ją uzupełniać. Przewaga form komunikacji niewerbalnej może utrudnić odbiór komunikatu Tu warto wspomnieć jako przykład o schemacie często przypisywanemu kobietom - czyli tzw. "foch" czy inny gest i na pytanie o przyczynę tego odpowiedź - domyśl się! Jeżeli chcemy się z kimś skutecznie porozumieć to musimy postarać się jak najlepiej przekazać komunikat, nie robić tego w taki sposób,żeby ktoś się musiał domyślać. 
  2. AKTYWNE SŁUCHANIE - czyli zainteresowanie i skupienie się na tym, co dana osoba chce nam przekazać. Warto na ten czas zrezygnować z innej czynności, utrzymać kontakt wzrokowy z rozmówcą, zadawać pytania dodatkowe, ale nie przerywać rozmówcy bez powodu i co jakiś czas potakiwać na znak,że słuchamy i przyjmujemy komunikat.
  3. KONSTRUKTYWNA INFORMACJA ZWROTNA - Kiedy nasz rozmówca skończy przekazywanie informacji, my przyjmiemy ten komunikat, przychodzi czas na informację zwrotną , dzięki której wyrażamy nasze zdanie i potwierdzamy,że albo zrozumieliśmy to,co ktoś chciał nam przekazać albo nie zrozumieliśmy lub nie zrozumieliśmy w pełni i dajemy okazję doprecyzować komunikat nadawcy. Ważne by nie stosować w informacji zwrotnej technik blokujących jak np. zmiana tematu. 

Czy często zdarzają Ci się problemy z komunikacją interpersonalną? 

Z czego Twoim zdaniem one wynikają?

27.6.18

36. Warunkowanie klasyczne.

36. Warunkowanie klasyczne.


Człowiek rodzi się automatycznie z pewnymi umiejętnościami. Takimi które posiada z chwilą narodzin i które uaktywniają się przez pobudzenie odpowiednich receptorów, zakończeń nerwowych itp. Nerwy wywołują odruch przed powiadomieniem mózgu. Tymi umiejętnościami są np. odruch wymiotny czy odruch akomodacji oka. Zestaw takich umiejętności określa się mianem odruchów bezwarunkowych (wrodzonych).
Z biegiem czasu, człowiek rozwija się i na fundamencie odruchów wrodzonych (bezwarunkowych) kształtuje w sobie odruchy bardziej zaawansowane (nabyte) - odruch warunkowy. Powstają one na skutek analizy danego bodźca przez ośrodek kojarzenia w mózgowiu,przede wszystkim w pniu mózgu. 

Mam nadzieję,że brzmi to w miarę prosto i zrozumiale. Bo z całą pewnością nie są (i nie miały być) to definicje specjalistyczne. A żeby kwestia odruchów stała się jeszcze jaśniejsza, spróbujemy przyjrzeć im się przy pomocy pewnego,dość popularnego, eksperymentu. A mianowicie eksperymentu przeprowadzanego przez rosyjskiego fizjologa Iwana Pawłowa. 
Badał on fizjologię wydzielania śliny u psów poddanych temu eksperymentowi. Pojawienie się jedzenia wywoływało u nich wytwarzanie się śliny,co jest reakcją naturalną,gdyż w ten sposób organizm przygotowuje się do jedzenia a ślina pomaga rozdrobnić pokarm do lepiej przyswajalnej wielkości. Jednak zdarzyło się coś,co zaintrygowało Pawłowa a mianowicie - psy zaczęły ślinić się również w momencie gdy jedzenia nie było. Doszedł on do wniosku,że psy skojarzyły jakiś inny inny bodziec z jedzeniem. I zaczął owego bodźca szukać przy pomocy eksperymentu. Najpierw próbował uruchomić sam dzwonek i sprawdzić reakcję psów - jednak te nie śliniły się. Następnie po uruchomieniu dzwonka po kilku sekundach dawał psom jedzenie i psy znowu na skutek pojawiania się jedzenia zaczynały się ślinić. Pawłow powtarzał kilkukrotnie próby wg. schematu - dźwięk dzwonka i następnie podanie jedzenia. Po tych próbach uruchamiał sam dzwonek a psy na jego dźwięk zaczynały się ślinić. 

Odruchem bezwarunkowym było więc ślinienie się podczas działania bodźca bezwarunkowego jakim było jedzenie. Bodźcem warunkowym był dzwonek,który sam w sobie nie dawałby żadnej reakcji. Natomiast w skojarzeniu z bodźcem bezwarunkowym (jedzeniem) możliwe było wystąpienia odruchu warunkowego - ślinienia wywołanego samym dźwiękiem dzwonka.

Jednak warunkowanie klasyczne to nie tylko teoria i eksperymentalne przykłady,to zjawisko występujące także w naszym codziennym życiu. Jednym z przykładów bardziej nam znanych jest dzwonek w szkole. Najprościej - jeśli przerwa/zakończenie lekcji kojarzy się z odpoczynkiem czy wręcz wolnością,czym przyjemnym to poprzedzający ją dzwonek będzie wywoływał radość. Schemat jest powtarzany wielokrotnie w ciągu tygodnia/miesiąca itd. - przerwę poprzedza dzwonek. Często również zdarza nam się "mieć swoją piosenkę", która wywołuje w nas jakieś emocje. I odrzucamy tu kwestię wrażliwości na muzykę i jej wpływu na mózg.  Ale dana piosenka towarzyszy nam podczas jakiegoś ważnego wydarzenia lub poprzedza je. Na przykład jedzie sobie człowiek samochodem i słucha piosenki X i nagle dochodzi do zderzenia z innym pojazdem. Wypadek jest zagrożeniem,wywołuje strach,niepokój itp. Po tym wydarzeniu jest duża szansa,że gdy człowiek ten będzie siedział sobie nawet w bezpiecznym miejscu a usłyszy piosenkę X to odczuje te emocje,które czuł podczas wypadku.

Czy udało Ci się zrozumieć wpis? ;)
Dowiedziałeś/aś się dzięki niemu czegoś nowego?