28.5.19

44. Pierwsze wrażenie - zrób to dobrze!

44. Pierwsze wrażenie - zrób to dobrze!

Pierwsze wrażenie to temat poruszany najczęściej w kategoriach zawodowych. Wiedza z tego zakresu pozwala się odpowiednio przygotować do rozmowy o pracę, przydaje się także już podczas kontaktów z klientem itd. Ale i w codziennym życiu często chcemy być dobrze odbierani przez innych. Jeśli na samym początku znajomości zrobimy na kimś pozytywne wrażenie to zazwyczaj dalszy rozwój tej relacji będzie łatwiejszy. Działa to także w drugą stronę. Negatywne, pierwsze wrażenie nie jest końcem świata, można to odkręcić, ale cały proces zawierania i rozwijania znajomości będzie utrudniony.

Przedstawię tu kilka porad na temat tego, jak robić dobre, pierwsze wrażenie. Jednak warto pamiętać, że porady te powinno traktować się jako drogowskaz, a nie przepis na sukces. Można je modyfikować, zmieniać w zależności od sytuacji i własnych preferencji. Bo najważniejszą zasadą jest tu SZCZEROŚĆ i naturalne podejście do drugiej osoby. Fałszu i udawania nikt nie lubi. Dlatego dzięki nim można uzyskać efekt przeciwny do zamierzonego.


  • Uśmiech - pokazuje, że jesteśmy otwarci, pewni siebie i radośni. Cechy te zachęcają do bliższego poznania,  bo przecież lepiej i łatwiej poznaje się osobę pozytywną, pełną entuzjazmu niż kogoś naburmuszonego, kto niekoniecznie wykazuje zainteresowanie znajomością. Poza tym uśmiech jest zaraźliwy i jeśli ja się uśmiechnę, to i duża szansa, że ta druga osoba to odwzajemni. Dzięki temu nasz kontakt będzie odbywał się w luźnej, przyjemnej atmosferze.


  • Uważne słuchanie - jeżeli ktoś do nas mówi, chce nam coś przekazać to oczywiście chce być słuchany i rozumiany. Warto więc słuchać, wykazywać zainteresowanie tym co słyszymy i osobą, która do nas mówi. Co jakiś czas przytaknąć, zadać dodatkowe pytanie itd. Oczywiście nie przerywając tym ciągle osobie mówiącej.


  • Kontakt wzrokowy - zainteresowanie drugą osobą osobą i tym co do nas mówi wyraża się także w tym, że patrzymy na tą osobę. Wyobraź sobie sytuację, że rozmawiasz z kimś, a ta osoba patrzy w sufit. Czułbyś, że jest zainteresowana rozmową z Tobą? No nie. Dlatego jeśli rozmawiamy z kimś to warto nawiązywać z tą osobą kontakt wzrokowy. Oprócz zainteresowania pokazuje on również w jakimś stopniu szczerość. Bo kiedy ktoś mówi do nas i ucieka przy tym wzrokiem to jednak jakaś czerwona lampka może się zapalić. Nie można tylko przesadzić z tym kontaktem wzrokowym w drugą stronę. Utrzymujemy go nie dłużej niż 10 sekund jednorazowo. Potem przerwa, patrzymy gdzieś indziej i za jakiś czas znowu możemy spojrzeć w oczy itd. W przeciwnym razie może zostać to odebrane negatywnie. Fajnie, kiedy ktoś na nas patrzy, ale nie cały czas.


  • Postawa ciała - najlepiej kiedy jest stabilna, niezbyt spięta, ale też nie można się przesadnie rozluźniać, zwłaszcza w przypadku relacji oficjalnych lub dopiero powstających. Jeśli przyjmujemy pozycję stojącą bądźmy wyprostowani, rozluźnijmy ramiona, starajmy się aby w miarę możliwości ta postawa była stabilna, bez wyginania się. Jeśli przyjmujemy pozycje siedzącą pamiętajmy o granicach naszego komfortu, by nasze rozluźnienie nie zostało odebrane jako brak szacunku względem drugiej osoby. Najbezpieczniej jest siedzieć tak, by plecami nie dotykać oparcia.


  • Mimika twarzy - oprócz wspomnianego już uśmiechu, można również przekazywać inne emocje, w zależności od tego co mówimy/słyszymy. Nienaturalne czy wręcz nietaktowne by było, gdybyśmy szeroko uśmiechali się słysząc o tragedii jaka spotkała naszego rozmówcę. Jeżeli podzielamy emocje drugiej osoby i wyrażamy je naszą mimiką twarzy to możemy zostać odebrani jako życzliwi, pełni empatii i zrozumienia.


  • Sposób mówienia - o kulturze osobistej i braku przekleństw nie trzeba tu chyba wspominać. Bo to z całą pewnością nie tworzy dobrego wrażenia. Warto jednak pamiętać również, by mówić zrozumiale, nie za szybko - żeby dało się wyłapać nasze słowa i nie za wolno - chyba,że chcemy uśpić rozmówcę. Odpowiednio głośno, by druga osoba nas słyszała, ale nie krzycząc, bo raczej nikt nie lubi jak się na/do niego krzyczy. Myślę, że ustalenie odpowiedniego sposobu mówienia nie powinno sprawić większego problemu, wystarczy po prostu zwrócić na to uwagę.


  • Odpowiedni ubiór - przede wszystkim czysty i odpowiednio dobrany do sytuacji. Im bardziej oficjalna relacja tym bardziej oficjalny ubiór. W przypadku kobiet nie może on być zbyt odważny. Bez względu na relację, lepiej ubrać się skromnie niż przesadzić z wyzywającym strojem.


  • Dystans - nie naruszamy przestrzeni naszego rozmówcy, bo będzie to i niekulturalne i może peszyć tą osobę. Podczas oficjalnych rozmów dystans powinien być większy niż w przypadku relacji bardziej towarzyskich. Jednak w każdym przypadku zachowujemy przestrzeń między sobą a rozmówcą, tak by osoba ta czuła się swobodnie i bezpiecznie.


  • Zapomnij o czasie - zerkanie na telefon czy tym bardziej na zegarek źle wygląda i pokazuje rozmówcy, że jesteśmy znudzeni czy/lub śpieszymy się. Nawet jeśli to tylko taki nawyk to warto się go na czas spotkania/rozmowy pozbyć. 


  • Bądź sobą! - na koniec przypomnienie najważniejszego. Bądź przede wszystkim sobą. Nie udawaj, nie graj kogoś, kim nie jesteś, nie próbuj robić wrażenia na siłę. Wszystkie wyżej wymienione rady mogą mieć sens i wartość tylko wtedy, gdy mądrze się z nich skorzysta. Dostosuje do konkretnej sytuacji i zrealizuje po swojemu. 


Czy Twoim zdaniem pierwsze wrażenie jest ważne? 
Którą z wymienionych wskazówek uważasz za najistotniejszą?
A może masz jakiś swój sposób na pozytywne, pierwsze wrażenie? 



3.5.19

43. Samospełniająca się przepowiednia

43. Samospełniająca się przepowiednia

Szukając przepisu na ogólnie pojęte szczęście, wśród wielu różnego rodzaju porad, znajdziemy wskazówkę, która najczęściej się powtarza - pozytywne myślenie. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że mamy się oszukiwać. Świat się nam wali, ale mamy szukać pozytywów. Idąc takim tokiem myślenia dochodzimy do wniosku, że strasznie pusta jest ta porada i kompletnie nieskuteczna. Ale nie o oszukiwanie siebie (i swojego umysłu) tu chodzi. Dostrzeganie pozytywów jest umiejętnością, której można się nauczyć. I warto się jej nauczyć, bo nasze myśli mogą mieć realny wpływ na wydarzenia w życiu. A skoro myśli mają taką moc to chyba lepiej, żeby były pozytywne niż negatywne.

Niekiedy mówi się, że optymiści przyciągają szczęście, natomiast pesymiści sami na siebie ściągają pecha. Są to bardzo ogólne stwierdzenia, jednak nie są one jedynie wymysłem ludzkim czy jakimś zabobonem. W psychologii społecznej istnieje bowiem pojęcie określające zjawisko, polegające na tym, że nasze oczekiwania względem jakiegoś zdarzenia wpływają na nie w taki sposób, że to oczekiwanie się spełnia. Nazywa się to samospełniającą się przepowiednią. Jeśli więc pełni nadziei wierzymy w pozytywny efekt to możliwe, że taki on będzie. Natomiast jeśli piszemy czarne scenariusze to zwiększamy szansę na efekt w postaci ich spełnienia. 

Nadal brzmi jak bajka? W takim układzie posłużę się przykładem (podanym na Wikipedii), który pokazuje w jaki sposób samospełniająca się przepowiednia działa w życiu codziennym. Wyobraźmy sobie, że powstaje plotka na temat upadku jednego z banków. Jak to zwykle bywa plotka ta jest przekazywana przez kolejne osoby jako fakt. Bank ma problemy finansowe i niedługo całkowicie upadnie. W związku z tym, aby ratować swoje oszczędności, większość klientów banku w krótkim czasie wypłaca je. W ten sposób bank rzeczywiście upada. Inny przykład (tym razem już mój), dość często spotykany wśród uczniów. Zbliża się ważny sprawdzian i czuję, że na pewno się tego wszystkiego nie nauczę. Piszę w głowie czarne scenariusze co to będzie jak nie zdam. I zamiast się uczyć to tworzę scenariusze. Czas ucieka, zaczyna mi się chcieć spać, może ze stresu jeszcze głowa zaczyna mnie boleć. Nie uczę się więc wcale albo bardzo niewiele. W ten sposób nie udaje mi się zaliczyć sprawdzianu. I moje oczekiwania spełniają się.
Samospełniająca się przepowiednia to jednak nie tylko negatywne oczekiwania i ich spełnienie. Może to działać również w drugą stronę. Pozytywne nastawienie może tak ukształtować nasze zachowanie i decyzje, że osiągniemy pożądany efekt. Wiara w sukces zmotywuje nas do pracy, dzięki której osiągniemy cel, w którego realizację wierzyliśmy.

Większość z nas nie lubi być oceniana, zwłaszcza jeśli chodzi o taką powierzchowną, szybką ocenę. Ale cóż... Człowiek jest tak skonstruowany, że poznając nową osobę automatycznie dokonuje szybkiej oceny. I tak powstaje słynne pierwsze wrażenie, na które ma się tylko jedną szansę. Często trudno tą szansę wykorzystać, ponieważ mózg naszego rozmówcy (nasz oczywiście także) potrzebuje mniej niż minuty by dokonać oceny. Nie bez powodu o tym piszę. Te oceny i pierwsze wrażenie mają wiele wspólnego ze samospełniającą się przepowiednią. Także mogą wpłynąć na życie osoby ocenianej i oceniającej.

Przypisywanie cech czy po prostu taka szybka ocena na podstawie pierwszego wrażenia określana jest w psychologii jako efekt aureoli. Aureola może być albo pozytywna albo negatywna. Czyli samo życie - albo ktoś zrobi na nas dobre wrażenie albo złe. Dodatkowo można ten efekt w postaci pierwszego wrażenia podzielić przy użyciu dwóch pojęć. Jeśli ktoś zrobi nas pozytywne wrażenie to nazywamy to efektem Galatei, natomiast w przypadku negatywnego wrażenia jest to efekt Golema. Pierwsze wrażenie to dość ogólne oceny na zasadzie - dobry/zły , szczery/nieszczery, inteligentny/głupi. Po dokonaniu takiej oceny, na jej podstawie przypisujemy dodatkowe cechy danej osobie, tak naprawdę wciąż nie znając jej zbyt dobrze.

Pierwsze wrażenie ma znaczenie przede wszystkim w powierzchownych, ogólnych relacjach. W przypadku relacji głębszych ta ocena naszej osoby może ulec zmianie i pierwsze znaczenie nie jest specjalnie decydujące. W codziennym życiu jednak większość z nas chciałaby mimo wszystko być odbierana pozytywnie, dlatego warto popracować odrobinę nad sobą i postarać się robić dobre wrażenie. O tym w jaki sposób tego dokonać pojawi się niedługo osobny post.


15.2.19

42. Hejt

42. Hejt


Hejt, czyli szerzenie nienawiści w internecie, podejmowanie działań mających na celu poniżenie jednej, konkretnej osoby lub grupy osób. Zjawisko to znane jest każdemu użytkownikowi internetu. W najlepszym przypadku znane tylko teoretycznie, bo dużo się o nim mówi, edukuje o szkodliwości hejtu i formach walki z nim. Jednak niestety wiele osób miało okazję poznać hejt również od strony praktycznej. Według danych przedstawionych przez Uniwersytet SWPS co czwarty użytkownik padł ofiarą hejtu. Zapytałem niedawno o to również u siebie na stronie i grupie wsparcia. Z ankiet wyszło, że ponad 60% osób choć raz w swoim życiu doświadczyło hejtu.
Z tego wynika, że jest to zjawisko częste i tak naprawdę każdy z nas może być jego ofiarą. Nie jest ono jednak czymś zupełnie nowym. Nawet w naszym środowisku napotkać się można na osoby, które odczuwają satysfakcję z poniżania innych. Obecnie takie osoby mają nowe narzędzie do realizacji swojego celu. Jest nim internet, który daje (złudne) poczucie anonimowości i bezkarności. O wiele łatwiej jest obrazić czy wyśmiać kogoś siedząc przed komputerem, niż powiedzieć mu to prosto w oczy.
Przyczyn hejtu jest wiele. Jedną z nich są emocje, które opisałem w poprzednim poście - zazdrość i zawiść. Najczęściej nienawiść z tego powodu zauważalna jest na profilach osób znanych - aktorów, piosenkarzy, ale także blogerów. Oprócz zazdrości i zawiści, czynnikiem generującym są uprzedzenia różnego rodzaju - na tle narodowościowym, religijnym czy orientacji seksualnej. W tym przypadku atakowana jest grupa ludzi, oprócz komentarzy wykorzystywane są także obrazki, memy, mające na celu ośmieszenie i poniżenie danej grupy. Warto również pamiętać, że hejter często poniża, ponieważ sam był/jest poniżany i w ten sposób odreagowuje zgromadzone w nim emocje.

Hejt nie może być tłumaczony jako wolność słowa, mylony z krytyką czy nazywany niewinną zabawą. Bo jest on po prostu narzędziem do krzywdzenia ludzi. W przypadku pojedynczego komentarza może sprawić komuś jedynie krótkotrwałą przykrość, co i tak jest złe i niepotrzebne. Ale bywa tak, że dana osoba jest regularnie hejtowana, przez co stopniowo traci poczucie własnej wartości, żyje w stresie, ma problemy ze snem, wpada depresję. W najgorszym przypadku próbuje popełnić samobójstwo i niejednokrotnie jej się to udaje. Ten najskrajniejszy scenariusz najlepiej pokazuje jak wielką krzywdę można komuś wyrządzić nie widząc tej osoby, będąc fizycznie nawet setki kilometrów od niej.

Jednak moralne poczucie winy i wyrzuty sumienia to nie jedyne konsekwencje, jakie hejter może ponieść za swe działania. Nawoływanie do nienawiści i dyskryminacji czy zniesławienie są czynami, za które grozi odpowiedzialność karna. Jeśli ktoś wierzy, że internet daje mu pełną anonimowość i może czuć się bezkarnie to jest w dużym błędzie.

Mimo wszelkich starań hejtu nie da się całkowicie wyeliminować. Jest i będzie się zdarzał. Warto jednak znać jego przyczyny i mieć świadomość, że nie ma on żadnej wartości. Jego głównym celem jest poniżenie, nie krytyka oparta na faktach. Dlatego nie warto usprawiedliwiać się, tłumaczyć itd. Najlepiej po prostu zignorować negatywne komentarze, choć nie zawsze jest to takie łatwe. Jeśli sami nie możemy danej treści usunąć, warto wówczas skorzystać z opcji zgłoszenia jej do administracji danego portalu. Natomiast w przypadku, kiedy nie dajemy sobie rady z wywołanymi przez hejt negatywnymi emocjami warto podzielić się nimi z bliską osobą, skorzystać z możliwego wsparcia.

A Wy jak radzicie sobie z hejtem?
Albo może komuś zdarzyło hejtować?

9.1.19

41. Zazdrość i zawiść

41. Zazdrość i zawiść


Jakiś czas temu popularność zyskały obrazki przedstawiające nosacza sundajskiego z dodatkiem różnych tekstów. Nosacz ten ma symbolizować typowego Polaka, nazywanego Januszem i do obrazków dopisywane są teksty, które taki typowy Janusz wypowiada. Ten rodzaj memów zyskał sympatię dużej ilości osób. Dlaczego tak się stało? A no dlatego,że taki typowy nosacz Janusz to nie jest postać kompletnie fikcyjna. Chyba każdy z nas zna takiego osobnika. A może i sami mamy coś z  nosacza. Dlatego właśnie jest on dla nas tak bliski i prawdziwy.
Ale spokojnie, to nie będzie post o memach i nosaczach. To tylko luźny wstęp do dwóch emocji, które często pojawiają się w życiu wspomnianego Janusza,a tym samym i w życiu nas samych - zazdrość i zawiść. Jeśli nawet emocje te nie dotyczą bezpośrednio nas samych to z całą pewnością  mamy przecież wokół siebie takich osobników, którzy to swoją zazdrością i/lub zawiścią szkodzą innym. Dlatego warto przyjrzeć się im bliżej, zobaczyć jak wiele złego mogą uczynić i zastanowić się jak możemy je kontrolować.

Zazdrość to nic innego jak odczuwanie dyskomfortu z powodu posiadania czegoś,czego pragniemy,przez inną osobę i towarzyszą jej np. frustracja,złość,smutek. Kiedy ta zazdrość jest chwilowa, kiedy nawet sobie człowiek pod nosem pogada to tak naprawdę nic złego się nie dzieje. A i coś dobrego może wyjść. Np. zazdrość może podziałać jako bodziec do działania, może zmotywować w jakiejś kwestii do swego rodzaju rywalizacji i dzięki temu można jakiś cel osiągnąć. Ale ważna jest ta proporcja. Jeśli zazdrość trwa chwilę, jeśli pobudza do rywalizacji w pojedynczej sprawie to okej. Problem zaczyna się, kiedy człowiek nie kontroluje zazdrości i/lub nie potrafi ewentualnie w jakiś dobry sposób jej wykorzystać. Kiedy staja się ona wręcz chorobliwa i zatruwa mu życie. Dodatkowo zazdrość kumuluje się i przeradza w inne uczucie,dużo poważniejsze i dużo bardziej niebezpieczne.

Zawiść. To już nie tylko sama frustracja wynikająca z faktu,że ktoś ma coś,czego my nie mamy, a co mieć byśmy chcieli. Do zazdrości dochodzi wrogie nastawienie względem osoby,która to ma. Zawiść wzbudza agresję i może prowadzić nawet do przemocy. W przypadku zazdrości wszystko odbywa się na płaszczyźnie myśli i własnych emocji. Jeśli szkodzi w nadmiarze to tylko osobie,która ją odczuwa. Natomiast w przypadku zawiści szkodę może ponieść nie tylko osoba odczuwająca ją ale i ta,względem której jest odczuwana.

Zarówno zazdrość jak i zawiść może odczuć każdy z nas. Tylko jedni odczuwają częściej i mocniej inni rzadziej i słabiej. Skłonność do zazdrości i zawiści powstaje przede wszystkim z doświadczeń z okresu dzieciństwa i dorastania. Jeśli wówczas miały miejsce jakieś nieprawidłowości to efektem tego w późniejszym życiu może być skłonność do odczuwania wcześniej wspomnianych emocji z większą siłą i częstotliwością występowania. Te nieprawidłowości pojawiają się przede wszystkim na trzech płaszczyznach :

  • RODZINA - poczucie braku akceptacji i wsparcia ze strony rodziców, nadmierna krytyka, faworyzowanie rodzeństwa przez rodziców, niezdrowa rywalizacja z rodzeństwem, kiepska sytuacja materialna.
  • RÓWIEŚNICY i otoczenie - wykluczenie z jakiegoś powodu np. odmienności, kłopoty z nauką, problemy z nawiązywaniem kontaktów.
  • SAMOAKCEPTACJA - niska samoocena i poczucie bycia gorszym spowodowane nieprawidłowościami na wcześniejszych dwóch płaszczyznach. Człowiek,który od najmłodszych lat zamiast wsparcia i zrozumienia otrzymuje krytykę i odrzucenie nie zauważa swojej wartości. 
Zazdrość nie musi być czymś groźnym i nie musi mieć negatywnych skutków. Ale tylko wtedy, gdy jest kontrolowana. Jeśli zbagatelizujemy ją i stracimy nad nią kontrolę przerodzi się w zawiść, która będzie zatruwała i życie nasze i może szkodzić życiu osób,względem których jest kierowana. Warto pamiętać,że zawiść ma negatywny wpływ nie tylko na nasze codzienne życie,relacje z ludźmi  i ogólny rozwój ale także może prowadzić do poważnych chorób i zaburzeń psychicznych jak np. depresja czy nerwica.

Na koniec kilka wskazówek jak można walczyć z uczuciem zazdrości.


  1. POZNAĆ PRZYCZYNĘ - najczęściej zazdrościmy tego,czego nam brakuje. Warto jasno sobie określić co to jest. Czy to jest jakaś rzecz materialna, czy może wysokie stanowisko, czy jakaś cecha charakteru itp. A następnie zastanowić się dlaczego tak bardzo tego pragniemy?
  2. PRZEMYŚLEĆ CZY NAPRAWDĘ TEGO POTRZEBUJE - dotyczy to rzeczy materialnych. Widzimy nowy gadżet zakupiony przez sąsiada i pojawia się zazdrość. A może tak naprawdę ja tego nie potrzebuję? Może to tylko chwilowy kaprys? 
  3. USTALIĆ PLAN DZIAŁANIA - zamiast pogrążać się w uczuciu zazdrości może lepiej skupić się na tym, co możemy zrobić by osiągnąć pożądaną rzecz. 
  4. NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO - zawsze znajdzie się ktoś bogatszy, ktoś mądrzejszy,ktoś ładniejszy. Rzeczy niemożliwe są. Warto mieć tego świadomość,pogodzić się z tym i nie skupiać się na siłę na czymś, na co nie mamy wpływu. 
  5. DOCENIĆ TO, CO POSIADAMY - ale są też osoby biedniejsze od nas, mniej mądre czy biedniejsze. Warto zauważać i doceniać to, co mamy. Skupić się na tym i pielęgnować to, jeśli chodzi o sprawy niematerialne.

Czy często odczuwasz zazdrość/zawiść?
Czy próbujesz z nimi walczyć?
Jeśli TAK- w jaki sposób? Jeśli NIE - dlaczego?


6.12.18

40. Novelty seeking

40. Novelty seeking


Człowiek, który każdego dnia wykonuje praktycznie te same czynności, którego plan każdego dnia wygląda od dłuższego czasu bardzo podobnie, nagle przestaje czerpać radość ze swojego życia. Uświadamia on sobie, że to życie go nudzi. Popadł w rutynę.

Nuda i rutyna mało komu kojarzy się z czymś przyjemnym. Zwłaszcza jeśli pojawia się w nadmiarze. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest przełamanie rutyny, wprowadzenie do życia czegoś nowego, czy zrobić wręcz coś szalonego. Rzeczywiście, takie rozwiązanie może przynieść planowany efekt. Dzięki temu można poczuć, "że żyje", a nie jest się jedynie robotem, powtarzającym identyczne czynności. Mimo wszystko, ważne są PROPORCJE.
Rutyna może dawać nam poczucie ustabilizowanego życia i swego rodzaju bezpieczeństwa. Jeśli jednak będzie jej za dużo, to zamiast stabilizacji pojawi się nuda.
Działa to również w drugą stronę. Nowości wprowadzone w odpowiedniej proporcji - nasze życie staje się ciekawsze i przyjemniejsze. Jednakże, szukając przyjemności płynącej z nowości łatwo wpaść w pułapkę swego rodzaju uzależnienia od nich. Nie od dziś wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro nawet jedzenie w nadmiarze może zaszkodzić, to tym bardziej skrajne poszukiwanie nowości.

Novelty seeking, czyli tendencja do poszukiwania nowych doznań, często ryzykownych i  czerpania z nich przyjemności. Wcześniej wspomniałem o uzależnieniu od nowości. Uzależnić możemy się tak naprawdę od wszystkiego. I uzależnienie jest (w większości przypadków) stanem nabytym. Natomiast w przypadku novelty seeking podejrzewa się, że jest to cecha wrodzona. W związku z nią mózg danej osoby funkcjonuje w specyficzny sposób.

Dopamina -  neuroprzekaźnik odpowiadający za odczuwanie przyjemności, powstaje w mózgu każdego z nas. U niektórych, w mniejszej ilości, u niektórych większej. W przypadku novelty seeking, dana osoba potrzebuje wytworzenia większej ilości dopaminy, niż przeciętny człowiek, aby uruchomiły się w nim "wewnętrzne hamulce".

Wg. psychiatry i genetyka Roberta Cloningera u osób poszukujących nowych wrażeń występuje mutacja w genie D4DR, który znajduje się w jedenastym chromosomie. Tak, wiem, to niekoniecznie zabrzmiało (dla przeciętnego czytelnika) interesująco, jednakże warto wspomnieć o tym genie, ponieważ odpowiada on za zwiększoną siłę z jaką komórka nerwowa działa w połączeniu z dopaminą.

Nie mamy możliwości sprawdzić sobie ot tak ile potrzebujemy dopaminy, czy sprawdzić jak wyglądają nasze geny.

Jak więc sprawdzić, czy jesteśmy lub możemy być novelty seekerem? 

Z pomocą przychodzi nam opracowana przez profesora Marvina Zuckermana grupa cech charakteryzujących novelty seekera. Ich występowanie w osobowości danego człowieka daje duże prawdopodobieństwo, że jest on poszukiwaczem nowości.


    • CIĄGŁE POSZUKIWANIE PRZYGÓD I GROZY - skłonność do podejmowania       ryzykownych zachowań, swego rodzaju wyzwań.
    • POSZUKIWANIE PRZEŻYĆ - pragnienie przeżywania spontanicznych przeżyć, otwartość na nowe doświadczenia.
    • ROZHAMOWANIE - tendencja do zachowań nieakceptowanych społecznie - upijanie, przygodny seks, hazard.
    • WYSOKA PODATNOŚĆ NA ZNUDZENIE - skłonność do szybkiej utraty zainteresowania;  szybkie znudzenie oraz z drugiej strony ciągła ucieczka przed rutyną.
Chęć walki z nudą, pragnienie nowości i głód doświadczeń same w sobie nie są oczywiście niczym złym. Odrobina ryzyka dodaje kolorów naszemu życiu. Ważne są proporcje, których brakuje novelty seekerowi. Przyjemność płynąca z odkrywania nowości jest dobra, kiedy jest skutkiem wyboru. Problem pojawia się, kiedy jest ona efektem zniewolenia. Ryzyko bez zdrowego rozsądku jest szkodliwe - zagraża życiu i zdrowiu. Poszukiwanie nowości urozmaica życie, jeśli dotyczy rzeczy małych, a tylko czasami tych poważniejszych. Jeśli człowiek dokonuje ciągłych zmian w ważnych aspektach życia - traci możliwość stabilizacji, która na dłuższą metę jest niezbędna.

9.11.18

39. Zespół Münchhausena

39. Zespół Münchhausena


Nadeszła jesień. Pora roku,którą jedni lubią bardziej, inni mniej. Bez względu na sympatię czy jej brak jesień kojarzy nam się z okresem szczególnego ryzyka zachorowania. Deszcz,niska temperatura i w ten oto sposób łatwo o przeziębienie. Dlatego próbujemy się przed tym ochronić - dbamy o cieplejszy ubiór, łykamy profilaktycznie witaminy itd. Bo nikt przecież nie chce na własne życzenie zachorować. Choroba wiąże się z gorszym samopoczuciem, wizytą u lekarza,lekami. Nic przyjemnego. Na pewno częściej zdarza się,że bagatelizujemy objawy, trochę udajemy sami przed sobą,że nic się nie dzieje niż prowokujemy chorobę czy udajemy objawy,żeby częściej odwiedzać lekarza, wykonywać więcej badań niż rzeczywiście potrzeba. Większość ludzi za wszelką cenę unika pobytów w szpitalu, nieprzyjemnych badań czy wręcz operacji i innych zabiegów. To jest ostateczność i decydujemy się na to,kiedy jest konieczne. Normalna i oczywista rzecz. Jednakże istnieje zaburzenie, które powoduje,że człowiek chce chorować, że to chorowanie daje mu pewnego rodzaju satysfakcję.

Zespół Munchhausena - zaburzenie polegające na chęci wejście w rolę chorego. A co za tym idzie, przyjęcie wszystkiego tego,czego zazwyczaj staramy się uniknąć - leczenie, hospitalizacji, zabiegów operacyjnych. Osoby z zespołem Munchhausena mają dużą wiedzę medyczną,czytają literaturę fachową, wiedzą jakie objawy występują przy danej chorobie. Dlatego aby osiągnąć swój cel osoba z owym zaburzeniem wywołuje u siebie dane objawy, próbuje fałszować wynik badania, leczenie farmakologiczne uważa za nieskuteczne. Dzięki temu udaje im się osiągnąć pobyt w szpitalu czy nawet operację,która nie byłaby konieczna. Dzieje się tak,dlatego,że w dużej większości jeśli człowiek mówi lekarzowi,że coś go boli, to tak jest naprawdę. Lekarz stara się temu zaradzić,bo wierzy w zgłaszane objawy, nie ma możliwości jednoznacznie sprawdzić czy dany ból jest prawdziwy i raczej też żaden lekarz za wszelką cenę,nie próbuje udowadniać,że tego bólu nie ma. Zmyślone objawy same w sobie mogą być jedynie symulacją, ludzie robią to i bez zaburzenia w celu osiągnięcia określonego celu jak np. uzyskanie zwolnienie czy odszkodowania. Różnica jest taka,że przy symulacji,dana osoba udaje objaw,którego nie ma. Natomiast osoby z zespołem Munchhausena. potrafią te objawy wywołać,  - połknąć ostry przedmiot,żeby wywołać niedrożność jelit i zapewnić sobie operację, uszkodzić sobie skórę, wywołać krwawienie itp. 

Każdy jednak decyduje o sobie, jeśli ktoś pod wpływem zaburzenia sam sobie robi krzywdę to można rzecz - pół biedy. Gorzej sprawa wygląda, kiedy dana osoba pod wpływem zaburzenia wyrządza krzywdę komuś innemu. A tak dzieje się w przypadku zespołu Munchhausena przeniesionego. Motyw często wykorzystywany w serialach, głównie o tematyce medycznej. Do szpitala trafia matka z (zazwyczaj) małym dzieckiem, opowiada o poważnych objawach, dziecko zostaje poddane mniej lub bardziej poważnym czynnościom medycznym. Wyniki badań wychodzą prawidłowe, jednak matka nie cieszy się z tego, jest wręcz zawiedziona. Niedługo po tym stan dziecka się pogarsza i okazuje się,że matka świadomie podała dziecku specyfik,który mu rzeczywiście zaszkodził i wywołał objawy choroby. I rzeczywiście tak to mniej więcej wygląda. Bo osoby z zespołem Muchhausena zastępczym to w dużej większości matki, rzadziej ojcowie. Dziecko im mniejsze tym lepsze - mniejsza szansa na wykrycie nieprawdziwych objawów przy wywiadzie. 

W jednym i drugim przypadku zespołu Munchhausena celem jest osiągnięcie zwrócenia na siebie uwagi, współczucia czy uznania. Trudno jest podać jednoznaczną przyczynę syndromu. Do tej pory podejrzewa się,że ma on związek z niezaspokojonymi potrzebami w przeszłości, tendencjami do masochizmu czy obsesji oraz psychopatią. 

Jeszcze trudniej jest zdiagnozować owy syndrom czy tym bardziej pomóc osobie cierpiącej na niego. O ile przy podejrzeniu zespołu Munchhausena zastępczego można podjąć kroki prawne w związku z narażaniem dziecka na niebezpieczeństwo o tyle w podstawowej formie niewiele można zrobić. Terapię można przeprowadzić generalnie tych wtedy,gdy ktoś sam uświadomi sobie problem płynący z zaburzenia i uda się po pomoc. Tak jednak rzadko się dzieje. Jeśli lekarze podejrzewają,że objawy nie są prawdziwe i/lub odmawiają wykonania pożądanych czynności medycznych to taki pacjent po prostu zmienia lekarza, często w dużej odległości od poprzedniego i sprawa zaczyna się od początku.

Słyszeliście już wcześniej o zespole Munchhausena?
A może ktoś miał okazję poznać osobę z tym zaburzeniem?

29.9.18

38. Klaps to (też!) PRZEMOC.

38. Klaps to (też!) PRZEMOC.


Jednym z ważnych praw człowieka jest nietykalność cielesna. Dzięki temu nikt nie może nas uderzyć. A jeśli to zrobi to narusza naszą nietykalność i może ponieść konsekwencje prawne. Chyba dla każdego z nas wydaje się to oczywiste i nie trzeba tego specjalnie tłumaczyć. Jednak kwestia nietykalność cielesnej nie jest tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Bo wszyscy wiemy,że nie można w żaden sposób uderzyć drugiego człowieka, że nikt nie ma prawa uderzyć nas. Ale ta oczywistość jest tylko w przypadku ludzi dorosłych. Inaczej to już wygląda w przypadku dzieci. Uderzenie człowieka dorosłego jest naruszeniem jego nietykalności natomiast uderzenie dziecka może być formą wychowania. O ile jakieś cięższe pobicie z użyciem narzędzia typu pasek czy kabel traci poparcie o tyle taki "niewinny" klaps nadal ma wielu swoich zwolenników. W Polsce jest to mniej więcej ponad 50%. Ludzie uważają i twierdzą,że klaps to nie bicie. Ale tylko w przypadku dzieci to nie jest bicie. Bo dorosłemu człowiekowi przecież takiego klapsa nie można dać.

Można upierać się przy swoim i zaprzeczać faktom, szukać usprawiedliwień. Ale to nie zmienia tych faktów. KLAPS JEST BICIEM. I ma negatywny wpływ na rozwój dziecka. Tak uważa współczesna pedagogika i psychologia i to potwierdzają badania z ich zakresu. Tak też uważa prawo,które zakazuje jakiejkolwiek formy kar fizycznych wobec dzieci,również klapsów (od 2010 roku to prawo obowiązuje w Polsce.

Zwolennicy klapsów przede wszystkim uważają,że kiedyś stosowało się takie metody wychowawcze i dzieci powyrastały na dobrych ludzi, czego nawet oni sami są niekiedy przykładem. Tylko czy wszystko co było kiedyś było dobre? Świat się rozwija, rozwijają się ludzie i nauka. Z perspektywy czasu coś,co kiedyś wydawało się dobre obecnie okazuje się błędne. W wielu dziedzinach życia możemy zauważyć tego przykłady. Jeśli chodzi o przyzwolenie na przemoc to kiedyś była ono większe. Nie tylko względem dzieci. Bo kiedyś w hierarchii rodzinnej (a może i ogólnie,społecznej) najważniejszy był mężczyzna. On uznawany był za "pana i władcę". Niżej stała kobieta,uważana za gorszą. W ten sposób mężczyzna mógł bić kobietę,kiedy uznał,że jest ku temu powód, kiedy zrobiła coś źle. Czy to też było dobre? Oczywiście,że NIE! Z czasem to się zmieniło, obecnie przemoc wobec kobiet jest bardzo potępiana i na różne sposoby walczy się z tym zjawiskiem. Wracając do wspomnianej hierarchii najniżej znajdowało się w niej dziecko. Przez długie lata uznawano,że może być ono bite przez rodziców. Jednak z czasem udowodniono,że ani to nie jest skuteczne ani tym bardziej dobre. I w przypadku dzieci też na przestrzeni lat uznano ich prawa. Jednak nie do końca,bo pozostały te wspomniane klapsy, czyli jakaś forma uderzenia.

Niektórzy twierdzą,że klaps jest wręcz wyrazem miłości,ostateczną formą nauki czegoś. Ale to nieprawda. Uderzenie w jakiejkolwiek formie nie ma nic wspólnego z miłością i dobrem. To tylko usprawiedliwienie bezsilności i słabości rodzica. Klaps nie uczy niczego innego oprócz strachu. Uderzone dziecko nie zrobi czegoś,bo się będzie bało a nie dlatego,że nauczy się,że to jest złe,nieodpowiednie itd. Nauka zasad i wartości oparta na strachu jest bezsensowna. A jeśli ktoś uważa,że jest inaczej,to czemu tego "cudownego" schematu nie stosujemy wśród dorosłych. Dlaczego szef nie może uderzyć pracownika za źle wykonaną pracę? Nie mocno,tak tylko,żeby pracownik poczuł,że zrobił źle. Wówczas jest to naruszenie nietykalności cielesnej,jest złe. Ale nawet pomijając już kwestię bicia. Skoro strach tak "dobrze" uczy i motywuje to dlaczego wykorzystywany przez przełożonego w pracy jest uznawany za mobbing? Podaje przykłady z miejsca pracy,bo działa tam podobny schemat. Rodzic ma pewną władzę nad dzieckiem i może ją wykorzystać albo dobrze albo źle. Jeśli wykorzysta nieodpowiednio to może je skrzywdzić. W świecie dorosłych jakiś rodzaj władzy ma przełożony nad pracownikiem. Ale ta władza ma granice i nie może ona naruszać praw danego pracownika jako człowieka. No właśnie CZŁOWIEKA. A jest nim i dorosły i dziecko. Jeśli uznajemy,że nie można dorosłego uderzyć w żaden sposób to i dzieci również powinno to dotyczyć.

Piszę ten tekst,żeby tylko (lub aż)  zachęcić do przemyślenia sprawy. Bo jeśli ktoś się uprze i na siłę będzie chciał pozostać przy swoim to żadne argumenty do niego nie trafią,bez względu na to jak długi byłby mój tekst i jak wiele informacji bym w nim zawarł. Jeśli jednak ktoś zechce zainteresować się tym tematem z innej strony niż do tej pory to ten tekst wystarczy. Taka osoba bez problemu znajdzie w internecie wartościowe informacje - opinie specjalistów, wyniki badań. Dowie się,że nawet te "niewinne" klapsy mają negatywny wpływ na rozwój dziecka i budowanie relacji między nim a rodzicem, że wpływają na samoocenę,że nawet klaps uczy stosowania przemocy i ten schemat może być przez dziecko powielany.