23.1.17

11. Zespół stresu pourazowego (PTSD)


Każdego dnia zdarzają się wypadki komunikacyjne. Zarówno w kraju jak i na świecie. Nie ma chyba dnia bez wypadku. Ich efektem mogą być przejściowe urazy fizyczne takie jak np. zranienia,złamania, stłuczenia. Mogą również skończyć się trwałym kalectwem lub śmiercią. Ale efektem takich wypadków są nie tylko urazy fizyczne,ale także psychiczne. One nie są widoczne,nie leczy się ich w pierwszej kolejności,ale są nie mniej (po)ważne niż te fizyczne. Wypadek jest jednym z podstawowych i najczęściej spotykanych przykładów traumy,czyli najprościej mówiąc stanu psychicznego wywołanego przez działanie czynników zewnętrznych zagrażających życiu i zdrowiu,prowadzącego do zmian w psychice i funkcjonowaniu człowieka.

Częstym zaburzeniem po doświadczeniu traumy jest zespół stresu pourazowego (PTSD). Zaburzenie to oficjalne zostało wprowadzone w 1980 roku,ale można stwierdzić,że istniało już od najdawniejszych czasów - tam gdzie człowiek narażony na wydarzenie traumatyczne tam i efekty tego wydarzenia w postaci zaburzenia. Najskrajniejszym (np. dlatego,że swoim działaniem obejmuje wiele osób) przykładem wydarzenia traumatycznego są wojny,przez które już w starożytności ludzie cierpieli z powodu lęku czy bezradności. Z czasem zjawisko zaburzeń pourazowych rozwijało się,zmieniało się spojrzenie na nie oraz klasyfikacja diagnostyczna.

Warto jednak zauważyć,że wydarzeniem,które najbardziej rozwijało postrzeganie zaburzeń pourazowych była właśnie wojna. Oprócz wspomnianych wojen w starożytności kolejnym takim etapem był czas po I wojnie światowej,kiedy to zaobserwowano u żołnierzy wracających z wojny w Wietnamie szereg objawów bardzo podobnych do tych,które obecnie określamy mianem zespołu stresu pourazowego, a nazwanych wtedy nerwicą wojenną. Kolejne podobieństwo możemy zauważyć  w okresie po II wojnie światowej ,kiedy to badano psychikę ludzi, będących w obozach koncentracyjnych. Efektem ich przeżyć były m.in zaburzenia  w postaci przeżywania na nowo doświadczeń z obozu,problemy ze snem czy ogólny niepokój.  Zaburzenia te nazwano wówczas KZ-syndromem,który dotyczył ok 85% byłych więźniów.

Zespół stresu pourazowego jest naturalną reakcją na traumę. Jednak nie w każdym przypadku doświadczenia traumy musi on nastąpić. Szczególnie obciążone ryzykiem wystąpienia PTSD są m.in osoby genetycznie podatne na zaburzenia psychiczne lub/i posiadające cechy zaburzeń osobowości oraz nie doświadczające wsparcia i akceptacji ze strony innych ludzi,zwłaszcza najbliższych. Jeśli chodzi o płeć bardziej zagrożone PTSD są kobiety niż mężczyźni.

Najczęstszym objawem PTDS jest silne napięcie nerwowe wywołane czymś,co przypomina o traumatycznym wydarzeniu oraz kojarzy się z nim - przedmiot,miejsce itp. Innym objawem są natrętne myśli przywołujące traumatyczne wydarzenie ; przeżywanie na nowo tego wydarzenia jakby znowu się działo. Nasilenie tych objawów zależy od cech konkretnej osoby oraz występowania innych zaburzeń w przeszłości. Natomiast przebieg PTSD określa się jako proces składający się z trzech etapów:
  1. Ostra reakcja pourazowa.
  2. Chroniczna reakcja na traumatyczne zdarzenie.
  3. Adaptacja organizmu do znoszenia PTSD.

W wielu przypadkach tak też przebiega to w praktyce, zaburzenie przechodzi samo i niewymagana jest interwencja specjalisty. Jednak jeżeli objawy stresu pourazowego przedłużają się i/lub nasilają to jest to wyraźny sygnał,że pomoc specjalisty (psychologa/psychiatry) jest konieczna. Możliwości leczenia są dwie : psychoterapia i leczenie farmakologiczne (albo połączeniu obu metod). Specjalista podejmuje zazwyczaj decyzję,którą metodę wybrać, na podstawie chęci i możliwości pacjenta. Zazwyczaj skuteczniejszą metodą jest psychoterapia (terapia behawioralno-poznawcza) ,dzięki której można przepracować myśli i zachowania powodujące i podtrzymujące problem. Jeśli jednak dana osoba nie chce lub nie może (albo sama psychoterapia nie wystarcza) skorzystać z psychoterapii to zalecane jest leczenie farmakologiczne.

Efekty terapii w przypadku PTSD można uznać jako bardzo dobre,większość osób korzystających z terapii osiąga znaczną poprawę - objawy albo ustępują całkowicie albo są na tyle małe,że nie mają negatywnego wpływu na życie człowieka oraz jego funkcjonowanie.

Na koniec dodam tylko,że takie same objawy jak przy zespole stresu pourazowego mogą wystąpić nie tylko u osób bezpośrednio doświadczających traumy ale także u osób będących świadkiem tych doświadczeń. Takie zaburzenie nazywa się wtórnym zespołem stresu pourazowego (STSD) i dotyka ono najczęściej tych,którzy na co dzień są świadkami takich wydarzeń np. policja, straż pożarna,zespoły ratownictwa medycznego. Jedyną różnicą między PTSD a STSD jest przyczyna występowania.

Ktoś z Was miał może okazję poznać (teoretycznie lub/i praktycznie) zespół stresu pourazowego lub wtórny zespół stresu pourazowego?

18 komentarzy:

  1. O! Ja już mam w szkicowniku zaplanowane, by dziś opublikować wpis początkujący cykl o traumie :)
    Ja pracuję z dziećmi po bardzo poważnych traumach, ale oczywiście diagnozy ptsd oficjalnie nie mają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie miałam styczności.. tylko czytałam o tym. Okropna sprawa. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zdarzyło mi się nigdy ani też nie miałam kontaktu z osobami z zespołem stresu pourazowego czy z wtórnym zespołem stresu pourazowego, jednak bardzo współczuję takim osobom.
    Bardzo interesujący temat! Wciągający post :)
    Pozdrawiam, vthetoria.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. po dość niegroźnym zdarzeniu komunikacyjnym, które spotkało mnie rok temu do tej pory czuję niepewność w podobnych sytuacjach. Więc każdemu, kto jest ofiarą PTSD bardzo współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. kurcze, nigdy nie przeżyłam żadnego takiego wypadku, żeby później cierpieć z tego powodu, ale moja ciotka, która miała dość groźnie wyglądającą stłuczkę pomogła sobie w ten sposób, że nie pozwoliła mojemu wujkowi prowadzić po całym zdarzeniu samochodu, tylko sama postanowiła pojechać do warsztatu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój tato to ma, miał kilka groźnych sytuacji podczas gdy służył w Policji... Na ile to daje mu popalić, to nie wiem, bo nie bardzo chce o tym rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na szczęście nigdy nie miałam takich wypadków, które by na mnie tak mocno wpłynęły. współczuję wszystkim tym, którzy coś takiego przeżywają bo domyślam się, że nie jest to łatwe do "zwalczenia", jeśli w ogóle o zwalczeniu można mówić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kompletnie nie jestem w temacie, nigdy mnie on nie dotyczył ani nie miałam z tym styczności...

    OdpowiedzUsuń
  9. Zespół stresu pourazowego to coś strasznego. Dobrze, że w dzisiejszym świecie można chociaż częściowo go złagodzić. Mądrze piszesz i bardzo fajnie się czyta. ➥ przewrotowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam kontakt z człowiekiem o którym wspomniano w poście - mój wujek był żołnierzem na Wojnie. Długo wracał do siebie by choć trochę normalniej funkcjonować. Po paru latach jednak to nadal do niego czasami wraca :/ Sama też brałam udział w drobnym wypadku autobusowym i za każdym razem gdy do niego wsiadam mam dużą niepewność, ale jakoś już nad tym panuję :)
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie,
    galantyka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. CAŁE SZCZĘŚCIE MNIE TO NIGDY NIE DOTYCZYŁO! OKROPNA SPRAWA :(

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie widziałam na szczęście takiego przypadku i mam nadzieję, że mnie to w życiu ominie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Takie przypadki znam tylko z opowieści, na szczęście (odpukać) nie przeżyłam tego osobiście. Jednak mam koleżankę, która była obecna podczas wypadku, w którym zginęła jej babcia. Minęło już dziewięć lat, a ona dalej chodzi na terapię do psychologa, straszne, po prostu straszne...

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo często ostatnio spotykany przypadek ;c Nie daj Boże!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam nikogo kto miałby zespół stresu pourazowego, ani sama do takich osób nie należę. Mam nadzieje, że nigdy tego ja nie doświadczę ani nikt z moich bliskich.

    OdpowiedzUsuń
  16. ja chciałam napisać o tym,że wydaje mi się że doświadczyłam tego..
    mój tata zginął w wypadku samochodowym, po paru latach babcia i dziadek..
    Bałam sie wsiadać do samochodu, pare lat unikałam tego. Udało mi się zrobić prawo jazdy jednak mieszkam w małym miasteczku i nigdy nie wyjechałam na autostradę. Jadę do domu do sklepu, gdzieś blisko. Bardzo boje sie o swoich bliskich, kiedy tylko gdzies jadą autobusem zamieram, czekam i modle sie aby wrócili.. jest to okropne, staram sie panowac nad tym jednak..nie jest to zawsze skuteczne, moje myśli sa natrętne i wracają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważałaś wizytę u specjalisty? To byłby naprawdę dobry krok. Sama widzisz,że niełatwo z tym walczyć. Z biegiem czasu będzie tylko trudniej,bo niestety samo raczej nie przejdzie. Warto by było skorzystać ze specjalistycznej pomocy i odzyskać komfort życia.

      Usuń
    2. Byłam raz u psychologa. Chyba trafiłam na nienajlepszą osobę bo nie czułam się komfortowo opowiadając o wszystkim.. Nie chciałam wracać do tego. Po wypadku taty jest już 24lata a dziadkowie zginęli 4 lata temu.. Że śmiercią taty jakbym się pogodziła. To z ostatnim nie. Udaję czasami że wyjechali..czasem mam ochotę iść do nich. Pochwalić się czymś, czy prostu iść na ciastko i kawę. Po chwili ..przecież ich już nie ma..

      Usuń