19.3.17

16. Zdrada

16. Zdrada


Gdyby zadać pytanie - co jest najtrudniejsze do wybaczenia? Jedno z pierwszych miejsc zajęłaby zdrada. Gdyby pytanie dotyczyło tylko kwestii miłości i związków z pewnością duża większość osób ustawiłaby ją wręcz na pierwsze miejsce. Często już teoretycznie wydaje się,że zdrada jest niewybaczalna. A jeszcze gorzej jest kiedy jej doświadczymy. W wielu przypadkach równa się ona z końcem związku,bez względu na to czy jest to kilkumiesięczny młodzieńczy związek czy wieloletnie małżeństwo. Dzieje się tak głównie dlatego,że osoba zdradzona czuje się nieważna,nieatrakcyjna,niepotrzebna i tym samym przede wszystkim niekochana. Bo gdyby tak nie było to przecież nie doszłoby do zdrady. Analizując problem zdrady bardziej na chłodno,odrzucając emocje można zauważyć,że nie jest to tak proste i oczywiste jak podpowiadają emocje.

Mówi się,że zdrada prowadzi do kryzysu w związku. Osobiście inaczej bym to nazwał - to kryzys prowadzi do zdrady. Nie jest ona przyczyną kryzysu ale skutkiem. Bo zdrada nie dzieje się bez przyczyny. Za kryzys winne są często obie osoby,nie tylko jedna. Pomijając już kto bardziej,kto mniej - bo to generalnie nie ma większego znaczenia. Jeżeli ludzie nie dbają o związek to staje się on słaby. Podatny na zachowania niepożądane. Podatność jednak nie oznacza przymusu,żeby coś takiego się stało. Dlatego o ile przyczyna zdrady może być winą obojga ludzi o tyle sam zdrada,wybranie tej opcji jest winą tylko osoby zdradzającej. Wydaje się to oczywiste,jednakże nierzadko poczucie winy przejawia się także paradoksalnie u osoby zdradzonej.

 Dlaczego ludzie zdradzają?  

Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w wyniku badania,które przeprowadzili Yeniceri i Kokdemir z uniwersytetu w Ankarze. Wyróżnili oni sześć głównych czynników prowadzących do
zdrady.

  1. LEGALNOŚĆ - partner/ka czuje się zaniedbywany w związku,zwłaszcza jeśli dotyczy do zaniedbywania ważnych potrzeb, czuje się oszukiwany/a przez drugą osobę, nie angażuje się w związek,przestaje być on dla niego/niej ważny i przez to ma prawo do zdrady.
  2.  POŻĄDANIE - dana osoba spotkała kogoś,kto wydał jej się atrakcyjny,chwila słabości, pokierowanie się pożądaniem i... bum!
  3. NORMALIZACJA - w środowisku takiej osoby zdrada uważana jest za coś normalnego, modnego, niełamiącego zasad moralnych.
  4. SEKSUALNOŚĆ - brak satysfakcji z życia seksualnego w związku, ograniczenia,braki.
  5. POCHODZENIE SPOŁECZNE - np. zawarcie małżeństwa w młodym wieku, wychowanie się w rodzinie,w której panowały konserwatywne zasady.
  6. POSZUKIWANIE WRAŻEŃ - "recepta" na monotonię w związku, takie urozmaicenie, zdobycie nowych doświadczeń i wrażeń.
Zdradzają i mężczyźni i kobiety. Przez długi czas wydawało się,że to jednak mężczyźni dużo częściej zdradzają. Stereotyp taki pozostał do dziś i pewnie jeszcze na długo pozostanie. Jednak badania pokazują,że ilość mężczyzn i kobiet,którzy przyznali się do zdrady jest bardzo podobna. Jednak mechanizm zdrady różni się w zależności od płci osoby zdradzającej. Męska zdrada nie jest połączona zazwyczaj z zaangażowaniem emocjonalnym, liczy się tylko aspekt fizyczny w postaci seksu. Natomiast w kobiecej zdradzie to emocje są najważniejsze, nie liczy się dla nich krótka przygoda bez zobowiązań a długotrwały romans.  To przez zaangażowanie emocjonalne zdrada kobieca jest bardziej niebezpieczna dla związku ; to przez to może być niemożliwe odratowanie związku.

W wielu przypadkach jednak uratowanie związku po zdradzie jest możliwe. Każdy przypadek jest inny,wiele zależy od konkretnej sytuacji - czy zdrada zdarzyła się pierwszy raz, czy była to jednorazowa przygoda, czy może wieloletni romans (co wiąże się z długotrwałym oszukiwaniem), czy było to pod wpływem alkoholu. To są tylko okoliczności łagodzące (bo ciężko znaleźć przyczynę w pełni usprawiedliwiającą)ale jeśli dwoje ludzi postanowi ratować swój związek to są one niezwykle ważne. Z racji występowania wielu emocji związanych z samą zdradą i wcześniejszych nieprawidłowości w związku,której doprowadziły do kryzysu, ratowanie związku własnymi siłami może być bardzo trudne.

Dlatego warto udać się po pomoc do specjalisty - terapeuty. Osoby,która jest w stanie spojrzeć na problem bez emocji i dodatkowo dzięki fachowej wiedzy i doświadczeniu w rozwiązywaniu tego typu problemów może odpowiednio pokierować,pomóc rozwiązać zarówno problem zdrady - który dotyczy obu osób,ale także problem,który poprowadził do kryzysu i dotyczy tylko jednej osoby w związku.

5.3.17

15. Choroba z miłości

15. Choroba z miłości


Miłość oprócz swej pozytywnej strony,przedstawionej poprzednio (TUTAJ) miała i ma do dzisiaj również tą bardziej negatywną. Bo jeśli jest spełniona i odwzajemniona jest pięknie i magicznie. Problem pojawia się kiedy obiekt naszych uczuć nie może ich odwzajemnić. A nierzadko i tak się zdarza. Każdy kto doświadczył tego wie jak wiele nieprzyjemnych objawów nieodwzajemniona miłość niesie. Nie bez powodu miłość porównywana jest do uzależnienia. Człowiek nieszczęśliwie zakochany bardzo podobny jest do narkomana na głodzie. Miłość to chemia. Jeśli mamy swój miłosny narkotyk (w postaci spełnionej miłości) czujemy się super,mamy moc,możemy góry przenosić. Jeśli jednak poznamy moc miłości a nie zostanie ona odwzajemniona dopada nas głód i cierpimy.

Cierpienie to przez wiele wieków określane było mianem choroby. Wówczas uważało się,że jest to choroba fizyczna. Poważna choroba,gdyż uniemożliwiała choremu normalne funkcjonowanie. Możliwe przyczyny choroby z miłości (lub miłosnej melancholii) zmieniały się z biegiem czasu. Podejrzewano m.in,że to wydzielanie czarnej żółci jest wszystkiemu winne. Innym pomysłem było uznanie macicy jako winnej - w przypadku chorych kobiet. W czasach Hipokratesa bowiem uznawano,że choroba z miłości dotyka najczęściej samotnych kobiet. W tamtym czasie istniała teoria,że macica jest organem,który samoistnie potrafi się przemieszczać wewnątrz organizmu. Zgodnie więc z tą teorią macica samotnej kobiety przemieszczała się w kierunku głowy wywołując przy tym ataki histerii.

Ale,żeby jednoznacznie stwierdzić  chorobę potrzebna była diagnoza lekarska. Kiedy więc podejrzewano u kogoś tą chorobę wzywano lekarza,który przez pewien czas mieszkał w domu chorego i obserwował go. Dokładna obserwacja była podstawowym czynnikiem umożliwiającym postawienie ostatecznej diagnozy. Podczas obserwacji lekarz wykonywał badanie polegające na sprawdzaniu pulsu chorego podczas obecności obiektu westchnień.  Jeżeli tętno przyspieszało w tej sytuacji (lub nawet na samo wspomnienie o tej osobie) traktowano to jako ostateczne potwierdzenie diagnozy.

Jest diagnoza. Jest choroba. To musi być i leczenie. Na histerię (jak i na wiele innych objawów) wywołaną przemieszczeniem macicy stosowało się upuszczanie krwi. W silnych atakach choroby upuszczało się krew aż do niewydolności serca. Ewentualnie można było jeszcze przycinać zewnętrzne narządy płciowe lub przypalać uda kwasem. Mężczyznom natomiast można było przymocować metalowy pierścień do napletka. A jeśli miłosna choroba wywołana była nieodpowiednią wilgotnością mózgu to chory wąchał palące się odchody ukochanej.

I tak do XVIII wieku mniej więcej to wyglądało. Medycyna rozwijała się, lekarze i uczeni zaczęli dostrzegać,że miłość nie jest chorobą somatyczną. Usunięto chorobę miłosną z rejestru chorób i podręczników medycznych. Miłość sama w sobie nie jest chorobą,zwłaszcza tą fizyczną. Ale nie znaczy to,że do choroby prowadzić nie może. Choroby psychicznej. Bo od XX/XXI wieku zaczęto postrzegać możliwe negatywne skutki nieszczęśliwej miłości w sferze psychiki. Zaklasyfikowane w ICD-10 (międzynarodowa klasyfikacja chorób) jako jednostka chorobowa F63.9. Niespełniona miłość to stan apatii emocjonalnej. W wielu objawach podobny do depresji. Schemat działania podobny do uzależnienia. W skrajnych przypadkach nieszczęśliwie zakochany jest w stanie prześladować obiekt westchnień czy nawet zabić. Oczywiście to skrajne i rzadziej występujące przypadki,ale tak może działać na człowieka (nieodwzajemniona) miłość. W najgorszym przypadku również (podobnie jak przy depresji) nieszczęśliwie zakochany człowiek może popełnić samobójstwo. Poważna sprawa. Ale to kolejny przykład tego jak wielką moc ma miłość. Niekoniecznie pozytywną.

Leku na samą nieszczęśliwą miłość jeszcze nie wynaleziono. Ale są prowadzone rozważania etyczno-moralne na temat podawania takiego leku,gdyby udało się go odkryć.  Jednakże medycyna (zwłaszcza psychiatria) nie jest bezradna wobec skutków nieszczęśliwej miłości. Stosuje się np. leki z grupy SSRI - czyli te same co w przypadku np.depresji,środki obniżające popęd seksualny, leki obniżające ciśnienie czy obniżające cholesterol. Jeśli chodzi o farmakologiczne  środki na niespełnioną miłość to obecnie przeprowadzane są badania nad antagonistami hormonów i neuroprzekaźników,które odpowiedzialne są za tworzenie i podtrzymywania więzi. Głównie chodzi o antagonisty oksytocyny, wazopresyny i dopaminy. To one mogłyby być lekiem na "złamane serce".

Każdy człowiek chyba miał w swoim życiu taki epizod nieodwzajemnionej miłości, zwłaszcza w latach młodzieńczych. Problem oczywiście występuje również w życiu dorosłym. Ale bez względu na wiek częściej występuje w formie epizodu niż przez dłuższy okres czy nawet całe życie. Wg. badań z powodu nieodwzajemnionej miłości żyje (samotnie) 13,6% kobiet oraz 7,1% mężczyzn. Mężczyźni niby szybciej się zakochują,częściej spotykają się z ewentualnym odrzuceniem ale jeśli chodzi o większą stałość w uczuciach i wierność wyborowi to jak widać w badaniu kobiety przeważają prawie dwukrotnie. Taki dodatkowy wniosek bym jeszcze wyciągnął z tego.

Chorował ktoś z Was kiedyś z powodu miłości?
 

Znasz jakiś sposób na "złamane serce"?