18.4.18

34. Syndromy podróżnicze.

34. Syndromy podróżnicze.


Za oknem zaczyna świecić słońce, zbliża się okres urlopowy. Wiele osób ma już od dawna zaplanowane wakacje, inni dopiero je planują. Podróże kształcą, rozwijają i są po prostu źródłem przyjemności. Lubimy poznawać nowe miejsca, podziwiać ich urok i zmieniać na jakiś czas swoje miejsce przebywania. Myśląc o podróżach mamy raczej same pozytywne skojarzenia. No chyba,że chodzi o osoby zmagające się z chorobą lokomocyjną. Wówczas dochodzi jakiś dyskomfort. Czy podróże to tylko same pozytywy? Czy podróże mogą szkodzić? Szkodzić oczywiście bardziej niż choroba lokomocyjna ;)

Mogą. Są takie miejsca, gdzie pewna grupa ludzi może otrzymać nieprzyjemną niespodziankę w postaci mniej lub bardziej poważnych objawów. I warto zwrócić uwagę na to,że jest to właśnie niespodzianka. Wyjeżdża sobie osoba X w pewne miejsce, cieszy się,że je wreszcie odwiedzi, przeżyje niezapomniane chwile. A jedyną pamiątką jaką przywozi z (często przyspieszonej) podróży to zaburzenie psychiczne, wymagające pomocy psychiatry. Osoba,będąca często w pełni zdrowa, której przed wyjazdem nawet przez myśl by nie przeszło,że w niedługiej przyszłości będzie musiała odwiedzić psychiatrę. Brzmi to wszystko trochę nierealnie, może jakby było wyolbrzymione. Ale jest realne i każdego roku się dzieje. Gdzie dokładnie?

Oto to te miejsca:

Pierwsze z nich znajduje się całkiem niedaleko - we Francji. I jest nim stolica tego kraju - Paryż. Kojarzony niezwykle miło,bo z miastem z zakochanych. Ileż to pięknych,romantycznych filmów zostało nagranych w tymże mieście.. Po obejrzeniu których sami chcielibyśmy przeżyć tam przygodę swojego życia, przejść się tymi uliczkami, podziwiać piękno architektury. I pewnego dnia człowiek kupuje bilet, pełen ekscytacji dociera na miejsce i... BUM! Przeżywa rozczarowanie. Okazuje się,że nie tego oczekiwał, że nie jest tak pięknie jak w telewizji. Rozczarowanie to akurat najmniejszy problem jaki może nas spotkać w stolicy Francji. Ale narażeni jesteśmy wszyscy, bez względu na to, skąd pochodzimy. A pochodzenie ma tu duże znaczenie. Bo jest jedna narodowość, która szczególnie narażona jest na negatywne działanie Paryża. Są tu japońscy turyści. Oprócz wspomnianego wcześniej rozczarowania w ich przypadku dochodzi także zmiana czasu i poczucie zagubienia w obcym mieście. Efektem działania tych czynników są : zawroty głowy, przyspieszony oddech, kołatanie serca, stany depresyjne a nawet halucynacje. Te wszystkie negatywne objawy i rozczarowania określamy mianem syndromu paryskiego. Rocznie dotyka on w postaci ciężkiej ok. 20 osób, narodowości japońskiej, najczęściej kobiety. Może wydawać się,że 20 osób na rok to naprawdę niewiele. Jednak i taka ilość wystarczyła,żeby ambasada japońska uruchomiła całodobowy numer wsparcia dla swoich turystów.

Idziemy dalej. Ale pozostajemy nadal w Europie. Włochy a konkretnie Florencja. Miasto sztuki i zabytków. Idealne dla wrażliwych miłośników renesansowych dzieł. No może pozornie idealne dla tej grupy ludzi. Bo syndrom florencki (zwany też syndromem Stendhala) dopada właśnie osoby wrażliwe, często z wcześniej zdiagnozowanymi zaburzeniami psychicznymi. To głównie turyści w wieku ok. 25-40 lat, rzadko podróżujący, nieco wycofani. Podróż do Florencji jest dla nich skokiem na głęboką wodę. Taki skok zaliczył w 1817 roku pisarz Stendhal, który podczas swojej podróży odczuwał, że piękno atakuje go z każdego kąta. Doznania były tak silne,że musiał spędzić kilka dni w łóżku z gorączką. A kiedy próbował znowu wyjść na ulice miasta negatywne objawy powracały. Piękno sztuki i jego nadmiar mogą wywołać zaburzenia pracy serca i oddechu, lęki, zagubienie czy nawet psychozy i halucynacje. Takie stany nie są obecnie już zaskoczeniem dla personelu szpitala we Florencji. Każdego roku spotykają się oni z osobami doświadczającymi syndromu florenckiego, są przygotowani i w szczególnie ciężkich przypadkach podają turystom leki przeciwdepresyjne. Graziella Magherini, psychiatra, która nadała nazwę syndromowi, sugerowała nawet by przy dziełach szczególnie negatywnie działających na wrażliwych miłośników sztuki umieszczać kartki - GROŹNE DLA ZDROWIA.
Być może jednak to nie do końca tak,że sztuka sama w sobie może być groźna dla zdrowia. Według specjalistów sztuka może odblokowywać traumatyczne przeżycia,przez lata wyparte i tłumione. Tak więc groźne może być to niespodziewane ich uwolnienie a nie sztuka.
Mniej szkodliwym,lecz również dość zaskakującym jest działanie sztuki w postaci syndromu Rubensa. Objawia się on wywołaniem nagłej i niepohamowanej potrzeby zaspokojenia seksualnego. Potrzeba jest na tyle silna,że według badań ulega jej ok. 20% turystów. W muzeum.

Kolejne miejsce znajduje się poza Europą. Izrael i jego największe miasto, będące jednocześnie stolicą tego państwa - Jerozolima. Miejsce odgrywające ważną rolę dla trzech dużych religii - chrześcijaństwa, judaizmu oraz islamu (a także wielu mniejszych). Turyści z całego świata odwiedzają Jerozolimę w celach religijnych. To właśnie z wiarą związana jest kolejna przypadłość dotykająca odwiedzających stolicę Jerozolimy - syndrom Jerozolimski. Polega on na utożsamianiu się z postaciami biblijnymi. W przypadku chrześcijan najczęściej poczuwają się oni postaciami z Nowego Testamentu. Mężczyźni czują się Jezusem lub jednym z apostołów, kobiety natomiast Matką Boską. Żydzi z kolei poczuwają się postaciami ze Starego Testamentu np. Mojżeszem. Osoby te najpierw odczuwają wewnętrzny niepokój, odłączają się od grupy, zaczynają gorliwie się modlić a nawet wychodzą na ulice nawracać i głosić kazania. Jeden z psychiatrów jerozolimskiej kliniki podaje jako przykład historię niemieckiego turysty. Został on znaleziony przez policję nagi na pustyni. Jak się okazało wyszedł chrzcić ludzi, gdyż czuł się Janem Chrzcicielem. Występowanie syndromu jerozolimskiego jest jeszcze większe niż w przypadku wcześniej przedstawionych - rocznie dotyka on ok. 100 osób w ciężkiej postaci. Szczególnie narażone są osoby z małego miasta,wychowane w religijnej rodzinie, wiek ok 30-40 lat, częściej mężczyźni.
Podróż do Jerozolimy podobnie jak w przypadku Paryża może też wiązać z rozczarowaniem. Realia tego miejsca mogą poważnie odbiegać od ludzkich wyobrażeń. Zamiast modlitewnego klimatu bardziej można odczuć klimat konfliktów na tle religijnym, patrole policji i wojska, hałas i zamieszanie.

Ostatnie z naszych miejsc również położone jest Azji. Jedno z największych państw świata (zajmujące 7 miejsce) oraz najbardziej zaludnionych (miejsce 2).
Indie. Kraj dla wielu niezwykle fascynujący. Pełen piękna przyrodniczego, kulturowego i historycznego. Bogaty w doznania kulinarne i duchowe. Ale to także kraj,gdzie skrajna bieda i żebractwo jest na porządku dziennym, gdzie na ulicach panuje hałas. Hałas zarówno dosłownie w postaci głośnej muzyki jaki hałas wynikający z ruchu drogowego, który jest inny niż w europejskich krajach. W Indiach panuje także harmonia między ludźmi a zwierzętami. I nie są to psy czy koty, do widoku których jesteśmy przyzwyczajeni. A z każdej strony jesteśmy atakowani różnorodnością smaków,zapachów i kolorów. To wszystko może mieć negatywny wpływ na psychikę człowieka, który postanowił odwiedzić Indie. Szczególnie narażone są osoby chorujące na depresję, którym całkowicie odradza się taką podróż. Około 2,5% turystów odwiedzających Indie dotyka ostra psychoza. Natomiast co dziesiąta osoba odczuwa przynajmniej jeden z objawów syndromu indyjskiego takich jak np. - skrajne zmęczenie, bezsenność, załamanie nastroju i problemy z koncentracja, zawroty głowy, niepokój czy lęk itp. Dodatkowo wpływ na psychikę mają także leki przeciw malarii, przyjmowane przed podróżą do Indii.

Na ile poważny jest każdy z przedstawionych syndromów zależy od stopnia w jakim wystąpi. A to już ciężko jest przewidzieć. Bo samo wystąpienie negatywnych objawów jest sporym zaskoczeniem. W niektórych przypadkach wystarczy sam wyjazd z danego miejsca i wszystkie objawy same stopniowo ustępują. Niekiedy jednak sam wyjazd nie wystarcza i w celu pozbycia się zaburzeń konieczna jest wizyta u specjalisty i dłuższa terapia.