9.11.18

39. Zespół Münchhausena



Nadeszła jesień. Pora roku,którą jedni lubią bardziej, inni mniej. Bez względu na sympatię czy jej brak jesień kojarzy nam się z okresem szczególnego ryzyka zachorowania. Deszcz,niska temperatura i w ten oto sposób łatwo o przeziębienie. Dlatego próbujemy się przed tym ochronić - dbamy o cieplejszy ubiór, łykamy profilaktycznie witaminy itd. Bo nikt przecież nie chce na własne życzenie zachorować. Choroba wiąże się z gorszym samopoczuciem, wizytą u lekarza,lekami. Nic przyjemnego. Na pewno częściej zdarza się,że bagatelizujemy objawy, trochę udajemy sami przed sobą,że nic się nie dzieje niż prowokujemy chorobę czy udajemy objawy,żeby częściej odwiedzać lekarza, wykonywać więcej badań niż rzeczywiście potrzeba. Większość ludzi za wszelką cenę unika pobytów w szpitalu, nieprzyjemnych badań czy wręcz operacji i innych zabiegów. To jest ostateczność i decydujemy się na to,kiedy jest konieczne. Normalna i oczywista rzecz. Jednakże istnieje zaburzenie, które powoduje,że człowiek chce chorować, że to chorowanie daje mu pewnego rodzaju satysfakcję.

Zespół Munchhausena - zaburzenie polegające na chęci wejście w rolę chorego. A co za tym idzie, przyjęcie wszystkiego tego,czego zazwyczaj staramy się uniknąć - leczenie, hospitalizacji, zabiegów operacyjnych. Osoby z zespołem Munchhausena mają dużą wiedzę medyczną,czytają literaturę fachową, wiedzą jakie objawy występują przy danej chorobie. Dlatego aby osiągnąć swój cel osoba z owym zaburzeniem wywołuje u siebie dane objawy, próbuje fałszować wynik badania, leczenie farmakologiczne uważa za nieskuteczne. Dzięki temu udaje im się osiągnąć pobyt w szpitalu czy nawet operację,która nie byłaby konieczna. Dzieje się tak,dlatego,że w dużej większości jeśli człowiek mówi lekarzowi,że coś go boli, to tak jest naprawdę. Lekarz stara się temu zaradzić,bo wierzy w zgłaszane objawy, nie ma możliwości jednoznacznie sprawdzić czy dany ból jest prawdziwy i raczej też żaden lekarz za wszelką cenę,nie próbuje udowadniać,że tego bólu nie ma. Zmyślone objawy same w sobie mogą być jedynie symulacją, ludzie robią to i bez zaburzenia w celu osiągnięcia określonego celu jak np. uzyskanie zwolnienie czy odszkodowania. Różnica jest taka,że przy symulacji,dana osoba udaje objaw,którego nie ma. Natomiast osoby z zespołem Munchhausena. potrafią te objawy wywołać,  - połknąć ostry przedmiot,żeby wywołać niedrożność jelit i zapewnić sobie operację, uszkodzić sobie skórę, wywołać krwawienie itp. 

Każdy jednak decyduje o sobie, jeśli ktoś pod wpływem zaburzenia sam sobie robi krzywdę to można rzecz - pół biedy. Gorzej sprawa wygląda, kiedy dana osoba pod wpływem zaburzenia wyrządza krzywdę komuś innemu. A tak dzieje się w przypadku zespołu Munchhausena przeniesionego. Motyw często wykorzystywany w serialach, głównie o tematyce medycznej. Do szpitala trafia matka z (zazwyczaj) małym dzieckiem, opowiada o poważnych objawach, dziecko zostaje poddane mniej lub bardziej poważnym czynnościom medycznym. Wyniki badań wychodzą prawidłowe, jednak matka nie cieszy się z tego, jest wręcz zawiedziona. Niedługo po tym stan dziecka się pogarsza i okazuje się,że matka świadomie podała dziecku specyfik,który mu rzeczywiście zaszkodził i wywołał objawy choroby. I rzeczywiście tak to mniej więcej wygląda. Bo osoby z zespołem Muchhausena zastępczym to w dużej większości matki, rzadziej ojcowie. Dziecko im mniejsze tym lepsze - mniejsza szansa na wykrycie nieprawdziwych objawów przy wywiadzie. 

W jednym i drugim przypadku zespołu Munchhausena celem jest osiągnięcie zwrócenia na siebie uwagi, współczucia czy uznania. Trudno jest podać jednoznaczną przyczynę syndromu. Do tej pory podejrzewa się,że ma on związek z niezaspokojonymi potrzebami w przeszłości, tendencjami do masochizmu czy obsesji oraz psychopatią. 

Jeszcze trudniej jest zdiagnozować owy syndrom czy tym bardziej pomóc osobie cierpiącej na niego. O ile przy podejrzeniu zespołu Munchhausena zastępczego można podjąć kroki prawne w związku z narażaniem dziecka na niebezpieczeństwo o tyle w podstawowej formie niewiele można zrobić. Terapię można przeprowadzić generalnie tych wtedy,gdy ktoś sam uświadomi sobie problem płynący z zaburzenia i uda się po pomoc. Tak jednak rzadko się dzieje. Jeśli lekarze podejrzewają,że objawy nie są prawdziwe i/lub odmawiają wykonania pożądanych czynności medycznych to taki pacjent po prostu zmienia lekarza, często w dużej odległości od poprzedniego i sprawa zaczyna się od początku.

Słyszeliście już wcześniej o zespole Munchhausena?
A może ktoś miał okazję poznać osobę z tym zaburzeniem?

25 komentarzy:

  1. Słyszałam o tym zaburzeniu. Coś strasznego.

    OdpowiedzUsuń
  2. O zaburzeniu słyszałam, z przypadkiem jeszcze się nie spotkałam. Jedynie znam osobę która zawsze ma objawy o których ktoś mówi i zawsze jest bardziej chora :). Przykład:
    - Boli mnie noga.
    - Mnie to dopiero boli noga, cały tydzień bolała.
    Tak samo przy każdej dolegliwości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzieś o tym słyszałam.... nie pamiętam gdzie ale słyszałam, jednak nie znałam profesjonalnej nazwy

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja za to chciałabymwiedzieć naco od4miesięcy choruje aleniestety nikt nie umie pomóc :(.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesień to moja ukochana pora roku, na którą czekam zawsze z tęsknotą. W październiku i listopadzie mam wzmożoną aktywność, częściej wychodzę z domu, znacznie więcej podróżuję. Ale od kiedy zachorowałam na zapalenie oskrzeli (nie jestem palaczem, podejrzewa się smog w moim przypadku, bo mieszkam przy autostradzie), i niestety była to przewlekła choroba, źle diagnozowana przez pół roku (potem zmieniłam lekarza), tak do tej pory przeziębiam się bardzo często. Kiedyś cieszyłam się końskim zdrowiem, przez lata nie przeziębiałam się wcale, dlatego bardzo jest mi przykro i smutno, że listopad muszę przesiedzieć w domu. Piszę do Ciebie znad paczki chusteczek.

    Słyszałam o tej chorobie i cierpiąca na nią osoba, bardzo często jest mylona ze zwykłym hipochondrykiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tym zaburzeniu. Straszne i zarazem interesujące. Wiem, że ludzie mają różne zaburzenia, różne naprawdę rzeczy i zachowania temu towarzyszą. Jestem przekonana, że mi to nie dolega. Pół życia spędziłam w szpitalu przez skoliozę, boję się zastrzyków, pobierania krwi, dentysty i wszystkiego co ma związek z moim ciałem od wewnątrz. Wszelakie badania to dla mnie zło konieczne, tylko kiedy wiem że muszę poddaję się temu. Bywają takie sytuacje w życiu człowieka kiedy musi zacisnąć zęby i zrobić coś na co w ogóle nie ma ochoty, tak wygląda moje leczenie :D Za to bardzo lubię akupunkturę w plecy, masaże i L4.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykre zaburzenia. Tak wielu ludzi boi się choroby, a są i tacy, którzy chorują na satysfakcje bycia chorym. Ciekawy wpis.

    OdpowiedzUsuń
  8. Słyszałam o tym zaburzeniu, to bardzo "ciekawa" sprawa, właściwie naprawdę przerażająca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Owszem wcześniej słyszałam o tym zaburzeniu, kojarzę, że chyba też miałam coś na studiach. Studiowałam pedagogikę, ale miałam bardzo dużo przedmiotów z podłożem psychologicznym, na pewno słyszałam gdzieś w mediach o takiej sprawie bądź oglądałam film na 100%, że matka krzywdziła dziecko i woziła do lekarza - jako troskliwa mama. Przerażające zaburzenie... i tak jak piszesz ,,pół biedy" jak ktoś siebie krzywdzi, gorzej jak krzywdzi się bliskie osoby, zresztą jakakolwiek krzywda wobec siebie i innych jest chorobliwa i trzeba leczyć bez większego zastanowienia. Mnie jednak fascynuje mózg człowieka, ile jest w stanie zrobić, stworzyć, znieść....
    Pozdrawiam ciepło :) i zapraszam do obserwowanie bloga.
    Fajnie, że mnie odwiedziłeś, tematyka Twojego bloga jak najbardziej mnie interesuje i chętnie w najbliższym czasie poczytam resztę postów.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałem o matkach, które udawały, że ich dzieci chorują na groźne choroby. Najgorsze jest to, że te biedne dzieci same były przekonane o swoim poważnym stanie :O

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam o tym zespole ale nie znałam nazwy. Rzeczywiście kilkakrotnie widziałam w serialach i filmach przeniesiony zespół münchhausena, to gorsze niż jak ktoś sam choruje, chociaż oczywiście sam zespół też jest straszny.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słyszałam wcześniej o tym schorzeniu. Dziękuję za wizytę na moim blogu.:) Pozdrawiam serdecznie.:)

    OdpowiedzUsuń
  13. O wow,nie miałam pojęcia, że takie coś istnieje! Tym bardziej, że te osoby nie udają tylko faktycznie się ranią. Strasznie to brzmi :/
    Zapraszam! www.zuzu-zuzannaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Słyszałam o tej chorobie. Coś strasznego, a zarazem, przepraszam za to słowo, ale intrygującego. Jednak nie wiedziałam, że gdy taka osoba wyrządza krzywdę komuś innemu to nazywa się to zespołem Munchhausena przeniesionego. Od razu skojarzyło mi się to właśnie z jedną ze spraw kryminalnych, a konkretnie sprawą Dee Dee y Gypsy Rose Blancharde, o której mówiła ostatnio Karolina z kanału Karolina Anna. Przerażające, do czego człowiek jest w stanie się posunąć, gdy choruje na to. W tej sytuacji właśnie wielki wpływ miała sytuacja z dzieciństwa matki. Nie miałam okazji spotkać osobę chorującą na to zaburzenie.
    Bardzo ciekawy post i porządnie opisany problem! Obserwuję z wielką przyjemnością :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja uczyłam się o tym na 1. roku studiów pedagogicznych, byłam w szoku. Na szczęście nie znam nikogo, kto ma ten syndrom, choć znam wiele rodziców, którzy lubią jak się ich ojojuje z powodu dzieci bez końca.
    Pozdrawiam:-)
    https://iwonaturzanska.pl/

    OdpowiedzUsuń
  16. Osobiście nie spotkałam się z tym przypadkiem mimo wielu praktyk i wizyt na przeróżnych oddziałach - kończę właśnie 5 rok Psychologii. Raczej na studiach nie zajmowaliśmy się stricte tym zaburzeniem, ewentualnie całą kategorią zaburzeń pozorowanych. Podłoże ma zazwyczaj w zaburzeniach osobowości jeżeli dobrze pamiętam :) Obserwuję i pozdrawiam serdecznie :)!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie słyszałam o tym ! :O Ale bardzo ciekawie się czytało. Coś niewyobrażalnego dla zdrowej osoby, by pchać się na własne życzenie do szpitala i to jeszcze pod nóż. Jak widać, wielu rzeczy jeszcze nie wiemy.

    OdpowiedzUsuń
  18. ojej... pierwsze o tym słyszę! Czytałam z zapartym tchem :D lubię poznawać i dowiadywać się o czym nieznanym mi wcześniej :) obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy, przenigdy nie czytałam o takim zaburzeniu :o
    Tzn. miałam pojęcie, że na pewno musi istnieć coś typu "wejdę w rolę tą a tą" ale nie sądziłam, że to jest aż tak poważne.
    Pozdrawiam
    FotoHart Blog ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałam o przeniesionym (zastępczym), przeczytałam książkę dorosłej kobiety, której matka na to cierpiała. "Mama kazała mi chorować" Julie Gregory. Ciarki na plecach na samo wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Strasznie krzywdząca
    choroba
    Na dobrą sprawę nikt nie ma pojęcia jak potrafi boleć choroba psychiczna.. szczególnie bliskich

    Jesień kocham ten czas
    Jest tak pięknie tylko szkoda że trochę ciemno...i krótko

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie słyszałam o tej chorobie. Jedynie film oglądałam z tym motywem. Druga wersja choroby jest rzeczywiście o wiele gorsza. ;/ Przykro, że tak się dzieje.

    Dollka Blog

    OdpowiedzUsuń
  23. Nigdy nie spotkałam się z tą nazwą, z tym terminem. W sumie bardzo trudna choroba, zwłaszcza dla otoczenia

    OdpowiedzUsuń
  24. Słyszałam o tym zaburzeniu - coś strasznego, rodzaj choroby, która niestety wpływa takze na osoby w otoczeniu chorej na nia oosby.

    OdpowiedzUsuń
  25. Niestety pierwszy raz słyszę na temat tej choroby i jestem na prawdę zdziwiona, że tacy ludzie na prawdę istnieją

    OdpowiedzUsuń